Reklama

Nie wszystko stracone

Z Tomaszem Zaleśkiewiczem*, doktorem psychologii i wykładowcą w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej rozmawia Grzegorz Uraziński

Publikacja: 14.05.2005 08:21

Badania prowadzone na różnych rynkach dowodzą, że większość inwestorów indywidualnych traci pieniądze na spekulacji instrumentami pochodnymi. Dlaczego więc, wiedząc o tym oraz mając świadomość, że spekulacji pochodnymi towarzyszy bardzo duże ryzyko, decydują się na tę formę lokowania pieniędzy?

Nie możemy mieć żadnej pewności, czy ci, którzy decydują się obracać instrumentami pochodnymi, zdają sobie sprawę z ich ryzykowności. Jeśli nie doceniają poziomu ryzyka związanego z instrumentami pochodnymi, to wtedy sprawa jest jasna - następuje przeszacowanie relacji między spodziewanymi zyskami a ryzykiem. Z drugiej strony, gdy przyjmiemy, że gracze są świadomi wysokiego ryzyka, to znaczy, że akceptują je, kierując się wielkością oczekiwanego zysku. W psychologii inwestowania dość dobrze wiadomo, że chciwość jest jednym z ważniejszych motywów sterujących zachowaniami na giełdzie.

Z zaprezentowanych statystyk (z naszego rynku) wynika, że najsłabiej radzą sobie inwestorzy, którzy grają małą ilością kontraktów. Czym można wytłumaczyć to zjawisko?

Odpowiedź na to pytanie też nie jest jednoznaczna. Można jednak przyjąć następujące założenie. Inwestorzy, którzy grają dużą liczbą kontraktów, mają z reguły większą wiedzę o tej formie lokowania kapitału. Jeśli tak, to powinni też osiągać lepsze wyniki od tych graczy, którzy mają mniejszy zasób wiedzy. I tak właśnie się dzieje.

Psychologowie odkryli, że dysponowanie nawet niewielką wiedzą powoduje jej przecenianie, a nawet wpadanie w pułapkę tak zwanej iluzji wiedzy. Ta pułapka polega na tym, że wyolbrzymiamy znaczenie wiedzy, której jakość w rzeczywistości jest bardzo wątła. Z drugiej strony, angażowanie mniejszej ilości środków finansowych jest związane ze słabszą motywacją do regularnego śledzenia rynku kontraktów terminowych, co natychmiast się przekłada na gorsze wyniki finansowe. Myślę, że w grę mogą tu wchodzić obie przyczyny.

Reklama
Reklama

Jakie błędy inwestorzy popełniają najczęściej?

Są to błędy poznawcze, które wszyscy ludzie popełniają, podejmując codzienne decyzje. Chyba najpoważniejsza grupa błędów dotyczy przewidywania przyszłych kursów. Udowodniono ponad wszelką wątpliwość, że inwestorzy są zbyt optymistyczni w prognozowaniu stóp zwrotu z własnego portfela, a co więcej - owemu optymizmowi towarzyszy jeszcze spora pewność (często nieuzasadniona). Niedawno przeczytałem o pewnym badaniu, które przeprowadzono wśród amerykańskich inwestorów. Okazało się, że prawie trzy czwarte spośród nich w ogóle nie bierze pod uwagę możliwości poniesienia straty podczas kupowania akcji. Z moich analiz wynika, że nadmierna pewność jest pozytywnie związana ze skłonnością do ryzyka finansowego. Można więc przypuszczać, że na tę pułapkę szczególnie mocno są narażone osoby grające kontraktami terminowymi.

Czy tym błędom można coś zaradzić?

Sprawa nie jest taka prosta. Popełnianie błędów leży niejako w naszej naturze. Weźmy pod uwagę ilość informacji, z jaką musi sobie radzić przeciętny inwestor. Gdy dodamy do tego presję czasu i wiedzę psychologiczną, która mówi, że nasza uwaga i pamięć są bardzo ograniczone, dojdziemy do wniosku, że w pewnym sensie jesteśmy skazani na popełnianie błędów. Trzeba jednak zacząć od zaakceptowania tej rzeczywistości i przede wszystkim - wyciągania wniosków z własnych doświadczeń. Inwestorzy zbyt często szukają przyczyn porażek w jakichś czynnikach losowych, a zbyt rzadko szukają źródeł niepowodzeń w sobie samych.

Ważne jest też, aby posiadać jakąś strategię działania. Pamiętajmy jednak - taka strategia musi też zakładać możliwość niepowodzenia! Plan ten z czasem może podlegać różnym korektom, ale ważne jest, aby go przestrzegać. Brak strategii działania na parkiecie powoduje, że człowiek musi się kierować czymś innym, dokonując wyborów. Najczęściej taką alternatywą są silne emocje (pozytywne lub negatywne), co niezbyt dobrze wróży przyszłym wynikom ekonomicznym.Dlaczego inwestorzy, którzy zaczęli spekulować kontraktami terminowymi wiele lat temu, grają do dziś, mimo że mają na koncie spore straty?

Psychologowie zajmujący się badaniem decyzji finansowych wykryli już dość dawno, że ludzie mają bardzo silną awersję do ponoszenia strat. Te obserwacje znajdują zresztą odzwierciedlenie w najnowszych badaniach nad aktywnością mózgu, który szczególnie się uaktywnia wtedy, gdy ponosimy straty (w każdym razie silniej niż wtedy, gdy udaje się nam osiągać zyski). Ta awersja do strat paradoksalnie bardzo często popycha nas do dokonywania coraz bardziej ryzykownych wyborów, których celem ma być przywrócenie status quo (czyli zniwelowanie straty). Innymi słowy, giełdowi gracze ulegają tak zwanemu "efektowi odgrywania się". Jeśli ktoś poniósł w przeszłości spore straty, obracając kontraktami terminowymi, to gdyby teraz się wycofał z gry, musiałby zaakceptować, że przegrał - poniósł stratę. Ponieważ, jak już wspomniałem, bardzo nie lubimy ponosić strat, to jesteśmy gotowi podejmować wciąż nowe ryzyko, aby odwrócić niekorzystny bieg zdarzeń. Niektórym się udaje, ale wielu musi po raz kolejny przełknąć gorycz porażki. Zamiast spodziewanego odegrania, na koncie jest zapisywana kolejna ujemna wartość.

Reklama
Reklama

Czy można w tym wypadku mówić o uzależnieniu?

"Efekt odgrywania się", o którym była mowa przed momentem, należy traktować raczej jako swego rodzaju pułapkę bez wyjścia, niż uzależnienie. Choć, oczywiście, gra na giełdzie może stać się uzależnieniem w takim samym sensie, jak zażywanie narkotyków, picie alkoholu czy uprawianie hazardu. Jeszcze raz powołam się na badania neuropsychologiczne, w których wykryto, że mózg człowieka reaguje na osiąganie dużych zysków finansowych, podobnie jak wtedy, gdy człowiek przeżywa uniesienia wywołane zażyciem jakiegoś środka odurzającego, wywołującego uczucie intensywnej przyjemności. W tym sensie można by powiedzieć, że pieniądz stanowi rodzaj narkotyku. Nierzadko giełdowi spekulanci muszą się poddawać takiej samej terapii, jak ludzie uzależnieni od alkoholu lub od hazardu.

Dziękuję za rozmowę.

* Dr Tomasz Zaleśkiewicz od kilku lat prowadzi badania nad podejmowaniem decyzji finansowych i zachowaniami inwestorów. Jest autorem książki "Psychologia inwestora giełdowego", pierwszego polskojęzycznego podręcznika finansów behawioralnych.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama