Badania prowadzone na różnych rynkach dowodzą, że większość inwestorów indywidualnych traci pieniądze na spekulacji instrumentami pochodnymi. Dlaczego więc, wiedząc o tym oraz mając świadomość, że spekulacji pochodnymi towarzyszy bardzo duże ryzyko, decydują się na tę formę lokowania pieniędzy?
Nie możemy mieć żadnej pewności, czy ci, którzy decydują się obracać instrumentami pochodnymi, zdają sobie sprawę z ich ryzykowności. Jeśli nie doceniają poziomu ryzyka związanego z instrumentami pochodnymi, to wtedy sprawa jest jasna - następuje przeszacowanie relacji między spodziewanymi zyskami a ryzykiem. Z drugiej strony, gdy przyjmiemy, że gracze są świadomi wysokiego ryzyka, to znaczy, że akceptują je, kierując się wielkością oczekiwanego zysku. W psychologii inwestowania dość dobrze wiadomo, że chciwość jest jednym z ważniejszych motywów sterujących zachowaniami na giełdzie.
Z zaprezentowanych statystyk (z naszego rynku) wynika, że najsłabiej radzą sobie inwestorzy, którzy grają małą ilością kontraktów. Czym można wytłumaczyć to zjawisko?
Odpowiedź na to pytanie też nie jest jednoznaczna. Można jednak przyjąć następujące założenie. Inwestorzy, którzy grają dużą liczbą kontraktów, mają z reguły większą wiedzę o tej formie lokowania kapitału. Jeśli tak, to powinni też osiągać lepsze wyniki od tych graczy, którzy mają mniejszy zasób wiedzy. I tak właśnie się dzieje.
Psychologowie odkryli, że dysponowanie nawet niewielką wiedzą powoduje jej przecenianie, a nawet wpadanie w pułapkę tak zwanej iluzji wiedzy. Ta pułapka polega na tym, że wyolbrzymiamy znaczenie wiedzy, której jakość w rzeczywistości jest bardzo wątła. Z drugiej strony, angażowanie mniejszej ilości środków finansowych jest związane ze słabszą motywacją do regularnego śledzenia rynku kontraktów terminowych, co natychmiast się przekłada na gorsze wyniki finansowe. Myślę, że w grę mogą tu wchodzić obie przyczyny.