Choć inwestorzy chętniej ostatnio kupują akcje, to jednak moda na europejskie rynki wschodzące nie wraca. Dotyczy to nie tylko tych najważniejszych w Warszawie, Pradze i Budapeszcie, ale także mniej popularnych - np. w Bukareszcie lub Sofii. Warszawski WIG20, praski PX50 i budapeszteński BUX nie odrobiły nawet jednej trzeciej strat, jakie poniosły w ostatnich dwóch miesiącach. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że włączenie do indeksu WIG20 węgierskiego MOL zwiększy i tak silną korelację z węgierskim BUX. Dodatkowo, w przededniu debiutu akcji Lotosu na warszawskim parkiecie, które również wejdą w skład indeksu największych spółek, w dużo większym niż dotychczas stopniu poziom notowań w Warszawie uzależniony będzie od ceny ropy naftowej.
Tymczasem niektóre indeksy rynków rowiniętych atakują już szczyty z pierwszych miesięcy tego roku. Na zakończenie wczorajszej sesji niemiecki DAX przekroczył 4400 pkt. i jest tylko 24 punkty od tegorocznego maksimum. Ponieważ w okolicach 4,5 tys. punktów znajduje się 38-proc. zniesienie bessy z lat 2000-2003, przekroczenie szczytyu z początku marca jest technicznie uzasadnione. O krok od kwietniowego wierzchołka znajduje się także francuski CAC-40. Spadkową linię trendu i 62-proc. zniesienie ostatniego spadku przekroczył także londyński FT-SE 100.
Do złotej proporcju Fibonacciego zbliżają się najważniejsze indeksy amerykańskie - S&P 500 i Nasdaq Composite. Dla pierwszego z indeksów 62-proc. zniesienie kwietniowo-majowej zniżki znajduje się na 1190 pkt., dla drugigo na na 2074 pkt. Warto też zwrócić uwagę, że doszło do zmiany relacji między obydwoma wskaźnikami - silniejszy dotychczas S&P 500 zaczął ustępować pola Nasdaq Composite. Szybszy wzrost spółek technologicznych odbierany jest jako sygnał rosnącego na całym rynku akcji. Jednym z powodów, dla którego generalnie giełdy amerykańskie zachowują się słabiej od wskaźników ze Starego Kontynentu jest drożejący dolar. Sprawia, że tamtejsze akcje stają się droższe dla inwestorów zagranicznych, którzy dopiero zamierzają wejść na rynek.