Dotacje na inwestycje zwiększające innowacyjność firm (do wydania jest około 360 mln euro) cieszyły się do tej pory olbrzymim powodzeniem. W grudniu przedsiębiorcy złożyli około 6,5 tys. wniosków o dofinansowanie. W lutym - już 7,8 tys. Do 20 maja firmy mogły składać projekty w tzw. trzecim naborze. Eksperci spodziewali się, że popularność tego programu pomocowego teraz, kiedy jest już on dobrze znany, będzie największa. Tak się jedna nie stało.
Do 19 maja, a więc dzień przed upływem terminu, do wszystkich szesnastu Regionalnych Instytucji Finansujących napłynęło łącznie 2906 wniosków. - Popularność programu jest ewidentnie mniejsza. Wydaje się, że większość firm zweryfikowała swoje szanse na uzyskanie dotacji po obserwacji pierwszych dwóch rund naboru - przyznaje Monika Karwat-Bury, rzecznik prasowy PARP.
Do tej pory "odsiew" był olbrzymi. W grudniowej turze aż 40% dokumentów odpadło wyłącznie ze względów formalnych. W lutowej odsetek ten nadal był wysoki i wynosił 30%. Ostatecznie jedynie 713 projektów złożonych w grudniu dostanie dofinansowanie. W przypadku drugiego naboru liczba ta wciąż nie jest znana - nie zakończyła się bowiem jeszcze merytoryczna ocena projektów.
- Wiele firm zdało sobie sprawę, że nie ma szans - mówi M. Karwat-Bury. PARP informował o najczęstszych błędach wnioskodawców. Najczęstszym powodem odrzucenia wniosku była wątpliwość, czy planowana inwestycja przełoży się na innowacyjność firmy. - W teorii moglibyśmy rozdzielić dostępne środki między pierwszych aplikantów, ale ginie wtedy cel programu - wzrost konkurencyjności gospodarki - mówił niedawno wiceminister gospodarki Marek Szczepański.
Agencja "zawiesiła" czwartą rundę aplikacyjną, którą wyznaczono wstępnie na 18 sierpnia. PARP informowała we wczorajszych ogłoszeniach w prasie, iż decyzja taka wynika z "dużej liczby wniosków o dofinansowanie złożonych w ramach zakończonych już rund aplikacyjnych". Jak na razie, "zwycięskie" projekty z grudniowej tury opiewają tylko na kwotę 100 mln euro.