Ryzykuję twierdzenie, że hojność Polaków w ostatnim roku wzrosła o 212,5%. Dowody? Proszę bardzo! W tym roku podarowaliśmy organizacjom pożytku publicznego - przekazując im 1% z naszego podatku - sumę ponad trzy razy większą niż rok wcześniej.
Brzmi wspaniale! Naprawdę jednak wspaniale wcale nie jest. Wystarczy spojrzeć na sumy, jakimi faktycznie zasililiśmy budżety organizacji pożytku publicznego.
Przed rokiem było to ok. 10,3 mln zł, w tym - według wstępnych danych Ministerstwa Finansów - ok. 32,2 mln zł. Gdyby każdy polski podatnik przekazał 1% swojego podatku wybranej organizacji działającej na rzecz pożytku publicznego, to suma byłaby zapewne 10 razy wyższa niż ostatnio
Aby obraz był pełny, dodajmy jeszcze, że przed rokiem na taki krok zadecydowały się zaledwie... 8194 osoby. To średnio jeden na każde 25 tys. polskich podatników. Najnowszych danych fiskus jeszcze nie ma. Załóżmy jednak optymistycznie, że w tym roku hojnych było dziesięć razy więcej niż rok wcześniej. Wówczas współczynnik hojności wzrósłby do ok. 1/2500.
Dlaczego tak niewielu Polaków korzysta z możliwości, jakie dają przepisy? Przede wszystkim dlatego, że procedura przekazywania 1% podatku jest niezwykle skomplikowana. Składa się z większej liczby kroków niż tango argentyńskie w wersji turniejowej. Podatnik musi najpierw sam wyliczyć, jaką kwotę mógłby przekazać. Następnie sprawdzić, czy wybrane stowarzyszenie lub fundacja ma faktycznie status organizacji pożytku publicznego. Dowiedzieć się o numer rachunku bankowego, a potem wyjąć odpowiednią sumę z własnej kieszeni, udać się do banku lub na pocztę, odstać swoje w kolejce i wpłacić pieniądze na to konto. Dopiero wówczas może wypełnić i złożyć PIT, w którym poinformuje fiskusa o swojej darowiźnie. Teraz pozostanie już tylko grzecznie poczekać, aż urząd skarbowy zwróci mu kwotę, jaką zasilił budżet wybranej organizacji. Wszystko to odstrasza podatników przed dzieleniem się swoim podatkiem z organizacjami pożytku publicznego.