CNOOC podał wczoraj, że "bada możliwości" złożenia ewentualnej oferty. Mimo że przejęcie mającego siedzibę w Kalifornii Unocalu na początku kwietnia uzgodnił już jego krajowy rywal - koncern Chevron, to wszelkie furtki są wciąż otwarte, bo transakcja nie została jeszcze sfinalizowana. Przypomnijmy, że Chevron proponuje za swojego mniejszego konkurenta 16,4 mld USD - jedną czwartą w gotówce, trzy czwarte we własnych akcjach.

Chińczycy musieliby dać więcej. - Oferta musiałaby być wystarczająco wysoka, by akcjonariusze i rada nadzorcza Unocalu mieli ochotę na przeprawę w urzędach regulacyjnych - uważa Michael Cuggino, zarządzający z Pacific Heights Asset Management, w którego portfelu są akcje Chevronu. Cuggino wyjaśnia, że w przypadku przejęcia z udziałem gracza z zagranicy proces, zatwierdzenia transakcji ciągnąłby się znacznie dłużej niż przy transakcji z Chevronem, ponieważ złoża ropy i gazu przeszłyby w obce ręce. CNOOC musi być też przygotowany na zapłacenie Chevronowi pół miliarda dolarów za odstąpienie od umowy z Unocalem.

CNOOC ma jednak szansę znacząco przebić chiński rekord, jeśli chodzi o zagraniczne przejęcia. Dotychczas liderem pod tym względem jest komputerowa firma Lenovo, która niedawno zamknęła transakcję zakupu działu pecetów od IBM, płacąc 1,75 mld USD.

Chiński rząd zachęca lokalne firmy naftowe - przede wszystkim czołową trójkę, którą poza CNOOC (numer trzy) tworzą PetroChina i China Petroleum & Chemical Corp. - do wkraczania na obce rynki, ponieważ Państwu Środka potrzeba coraz więcej ropy. W ciągu minionych dziesięciu lat popyt na surowiec zwiększył się w Chinach ponaddwukrotnie, w dwóch minionych latach przyczyniając się do gwałtownego skoku ceny. Unocal dobrze pasuje do koncepcji Pekinu, ponieważ posiada złoża ropy m.in. w Indonezji i Tajlandii, czyli w bardzo bliskim sąsiedztwie Chin.