Rosja, która jest drugim co do wielkości na świecie dostawcą ropy naftowej, w maju zwiększyła wydobycie w najwolniejszym tempie w tym roku, o 2,9%, do 2,33 mln baryłek dziennie. Zdaniem brytyjskiego banku, zadziałał tu efekt Jukosu. Po upadku naftowego giganta i przejęciu jego aktywów przez państwo spadły inwestycje w tej firmie. Według szacunków, dawne zakłady Jukosu wyprodukują w tym roku o 20% ropy mniej niż w 2004 r.
Perspektywy, jeśli chodzi o dostawy ropy z Rosji, są więc gorsze, a popyt rośnie - konkluduje Barclays. Wskazuje tu przede wszystkim na bardzo dynamicznie rozwijającą się gospodarkę Chin. China National Petroleum, największy koncern naftowy w tym kraju, szacuje, że popyt na ropę za Wielkim Murem będzie rósł przez najbliższe 15 lat w tempie 13% rocznie.
Kolejny powód, dla którego ropa będzie drożeć, to spadające zapasy paliw w Stanach Zjednoczonych. "Wyższe zużycie wszystkich paliw, od paliwa lotniczego poprzez benzynę i olej napędowy po olej opałowy, prawdopodobnie spowodują, że te zapasy będą wciąż uszczuplane" - napisali w raporcie Barclaysa jego autorzy - Paul Horsnell i Kevin Norrish. Ostrzegają też przed spodziewanymi huraganami w Zatoce Meksykańskiej, które mogą czasowo przerwać dostawy z tamtejszych platform wiertniczych i rafinerii.
W tygodniu kończącym się 3 czerwca zapasy ropy w USA spadły o 3,1 mln baryłek, do 330,8 mln baryłek. To najsilniejszy spadek od stycznia, tym bardziej niepokojący, że dopiero rozpoczyna się sezon wakacyjnych wyjazdów Amerykanów.
Obecnie na nowojorskiej giełdzie NYMEX za jedną baryłkę ropy płaci się ok. 53 USD. To o 11% mniej od rekordowego poziomu 58,28 USD, osiągniętego 4 kwietnia. Jednak ten rekord niebawem znów może zostać pobity - ostrzegają eksperci Barclaysa, przepowiadając, że w tym roku cena surowca może pobić 60 USD.