Sesja miała kilka etapów. Pierwszy to poranna konsolidacja, gdy inwestorzy nie mogli znaleźć kierunku w oczekiwaniu na ważne dane makro. Dodatkowo wtorkowa korekta wprowadziła zamęt w byczą kilkutygodniową sielankę systematycznego wzrostu. Przerwały to wszystko dopiero informacje z KGHM, której prezes zapowiedział rewizję prognoz (często możemy to oglądać przy braku zabezpieczenia cen miedzi). To był impuls, który wyrwał inwestorów z marazmu. Od razu jednak zwracam uwagę, że gdyby nie ostatnie nastroje dominujące na rynku, to ta wiadomość zostałaby prawdopodobnie zupełnie zignorowana.

Kolejny etap sesji to dane o amerykańskiej inflacji, które z jednej strony potwierdziły tylko wtorkowe PPI, a z drugiej dobitnie przekonały amerykańskich inwestorów o perspektywie łagodnej polityki Fed, który faktycznie jeszcze trzyma inflację pod kontrolą. Takie dane ciągną rynki akcji w górę, a GPW w szczególności, gdyż dalej pozostawiają dotychczasową premię za ryzyko inwestowania na rynkach wschodzących.

W takim otoczeniu ten wzrost nie powinien dziwić. Tym bardziej że idziemy wbrew rynkom regionu. Węgierski BUX znowu zbliżył się na niewiele ponad 2% od marcowego szczytu. Bliskość testu tego poziomu ciągnie rynek do góry nie słabiej niż oddalenie kursu kontraktów od WIG20 (ujemna baza), co dalej buduje "ścianę strachu", po której kursy dość łatwo się wspinają. Warto także zwrócić uwagę na to, jak płytka była ta ostatnia korekta. Rynek we wtorek zachował się bardzo słabo (choć spadku nie potwierdziły obroty, tak jak wczorajszego wzrostu), a mimo to już następnego dnia dość łatwo powrócił pod ostatnie szczyty. Podsumowując - zapowiada się próba walki o nowe szczyty ponad kwietniowymi maksami, co otworzy drogę nawet do testu szczytów z przełomu lutego i marca.