Drożejąca ropa, spadające rynki w USA oraz umacniające się euro doprowadziło w końcówce środowej sesji do wyprzedaży na frankfurckim parkiecie. DAX spadł o 1%, kreśląc na wykresie dziennym złowróżbną czarną świecę (wcześniej wspinając się do najwyższego poziomu w 2005 r.).

Niekorzystny układ wspomnianych wyżej czynników przestał jednak obowiązywać w czwartek rano. Wspólna waluta straciła bowiem w nocy na wartości, a jeszcze w środę wieczorem zaczęły spadać ceny ropy. To pod koniec sesji pozwoliło wyjść głównym amerykańskim indeksom na plus. W takiej sytuacji DAX rozpoczął wczorajszy dzień od wzrostów. Przez większość czasu niewiele się działo. Indeks oscylował wokół 4570 pkt.

Dopiero przed godziną 15.00, wraz z umacniającym się euro, do głosu zaczęły dochodzić niedźwiedzie. Nie trwało to jednak długo. Nagły, wywołany realizacją zleceń stop loss, spadek EUR/USD o jednego centa, odwrócił sytuację. DAX zyskał ponad 60 pkt. Do kupna akcji zachęcały również wzrosty za oceanem. O godzinie 16.55 DAX był notowany na poziomie 4577 pkt.

Sytuacja techniczna na wykresie niemieckiego indeksu sprzyja dalszym wzrostom. Na chwilę obecną, poza utrzymującym się wykupieniem, brak jest sygnałów sugerujących zmianę trendu (zarówno na wykresie dziennym, jak i na tygodniowym). Rynek akcji, w odróżnieniu od rynku walutowego, zupełnie zignorował kryzys, w jakim pogrążyła się Unia w związku z francuskim "nie" w referendum konstytucyjnym. Bez echa przeszedł również bardzo prawdopodobny kryzys budżetowy, wynikający z rozbieżnych oczekiwań odnośnie do budżetu Unii na lata 2007-2013. Takie zachowanie giełd jest w pełni wytłumaczalne. Zbyt duża ilość taniego pieniądza na rynku sprawia, że trwa spekulacja na szeroką skalę. Proces ten będzie trwał do czasu aż coś się nie zatnie w tej samonapędzającej się machinie. Warto więc go wykorzystać, wiele wskazuje bowiem na to, że po kilku tłustych latach dla giełdowych graczy, już niedługo nadejdą lata chude. Wówczas załamanie koniunktury może być nawet bardziej gwałtowne, niż w następstwie internetowej hossy.