Po piątkowej publikacji danych o produkcji przemysłowej w Polsce większość analityków spodziewała się lekkich spadków na otwarciu poniedziałkowej sesji i ewentualnego wzmocnienia rynku w jej trakcie. Stało się odwrotnie - rynek ruszył w górę od rana, po to by w dalszej części ulec osłabieniu.

Jak się można było spodziewać KGHM, po pokonaniu w czwartek oporu kontynuował od rana marsz w górę. Już w pierwszej godzinie notowań jej kurs osiągnął dzienne maksimum - 35,3 zł. Podobnie zachował się Orlen, który w tym samym czasie naruszył opór - 50 zł. Nie zdołał jednak na trwałe pokonać tej technicznej i psychologicznej jednocześnie bariery. Za sprawą tych dwóch papierów indeks tuż przed godz. 11.00 osiągnął niemal 2050 pkt. Potem rynek wszedł w fazę powolnego osuwania się, które skończyło się w okolicy 2030 pkt. Przeciw dalszym wzrostom przemawiała słabość giełd zachodnich, jedynie BUX notował zwyżkę. Słabo zachowali się liderzy ostatniej hossy - BPH i Pekao - obydwa papiery nieznacznie spadły, lecz działo się to przy sporym wolumenie obrotów. BPH znajduje się w fazie korekty, która może się skończyć lada chwila, natomiast Pekao ma problem z oporem na 150 zł.

Jak więc widać, inwestorzy nie przejęli się słabymi danymi, a przynajmniej nie dotknęło to indeksu. Raczej to drugie, bowiem struktura WIG20 jest nieadekwatna do tego, co działo się na szerokim rynku. Większość spółek zanotowała spadki. Tymczasem indeks "tworzy" kilka banków plus trzy spółki - TP, KGHM i Orlen. Reszta z "dwudziestki" ma znikomy wpływ.

Z technicznego punktu widzenia po piątkowym wybiciu ponad 2020 pkt otwarta jest droga do dalszych zwyżek w kierunku 2100 pkt. Jednakże poniedziałkowa świeca nie wygląda najlepiej. Zapowiada raczej kontynuację korekty, choć wsparcie znajduje się teraz bardzo blisko, na ledwo co pokonanym oporze. Słabość banków nie zapowiada ruchu w górę - sama KGHM nie pociągnie indeksu. Kluczem jest PKN Orlen. Jeśli zdoła przebić 50 zł - indeks podąży na północ. W przeciwnym razie rację będą mieć posiadacze krótkich pozycji, którzy nie baczą na 30-punktową ujemną bazę. Kiedy w końcu uwierzą we wzrost?