Prywatyzując gazową spółkę, francuski rząd chce pozyskać do budżetu 2,5 mld euro. Ponadto firma chce zebrać pieniądze na ekspansję, emitując nowe papiery warte kolejne 1,5 mld euro. To oznacza, że oferta publiczna Gaz de France będzie największą w Europie od czasu przeprowadzonej w marcu zeszłego roku sprzedaży papierów belgijskiego monopolisty telekomunikacyjnego Belgacomu, która przyniosła 4,4 mld euro.

W powszechnej opinii prywatyzacja GdF, przeciwko której protestują działające w firmie związki zawodowe, ma stanowić jedynie próbę generalną przed sprzedażą papierów Electricite de France, największego koncernu energetycznego w Europie. - Rząd testuje opór związkowców, żeby ocenić, czy uda mu się sprzedać również EdF - uważa Jerome Forneris, cytowany przez Bloomberga zarządzający z Banque Martin Maurel w Marsylii. W poniedziałek związkowcy z GdF przeprowadzili akcję protestacyjną, w której wzięło udział prawie 10% załogi. W zeszłym roku, kiedy władze decydowały o rozpoczęciu prac nad prywatyzacją EdF, pracownicy firmy grozili, że wyłączą prąd w całym Paryżu. Załogi obu koncernów boją się utraty przywilejów socjalnych i redukcji etatów, szczególnie w obliczu rosnącego bezrobocia.

Na akcje GdF inwestorzy mogą zapisywać się od dzisiaj. Jak zapowiadał tydzień temu w "Le Figaro" szef spółki Jean-Francois Cirelli, na giełdzie w Paryżu papiery powinny zadebiutować przed 14 lipca. Zdaniem ekspertów, oferta ma spore szanse, żeby zakończyć się sukcesem. - Gaz de France to mniejsza, bardziej zwarta (niż EdF - red.) firma, którą łatwiej jest rozpocząć proces prywatyzacji - uważa Dominique Cardian ze szwajcarskiego funduszu EIC Energy Utility Fund. - Ma dobrą strukturę aktywów i silną bazę klientów - dodaje.

Dzięki pieniądzom zebranym z emisji, GdF chce rozszerzyć działalność w zakresie wydobycia i przesyłu gazu, a także głębiej wejść w produkcję energii elektrycznej, co miałoby zrekompensować spółce otwarcie francuskiego rynku gazowego na zagraniczną konkurencję. GdF ma teraz 11 mln klientów we Francji i 4 mln za granicą, m.in. na Słowacji, Węgrzech i we Włoszech. W przyszłości firma zamierza kontrolować 15% europejskiego rynku energetycznego wobec ok. 10%, które ma teraz.

Bloomberg