Po dwóch sesjach konsolidacji, która była taką "korektą w biegu", indeksy ponownie ruszyły mocno do góry. Najważniejsze teraz pytanie po takiej sesji jest takie, czy nie przekroczyliśmy czasem tej granicy, która dobre zachowanie rynku oddziela od tego zbyt dobrego. Odpowiedź na to pytanie zawsze będzie lekko subiektywna, bo nie sposób przecież zdefiniować, jak duże powinny być obroty i wzrost indeksów, by mówić np. o rynkowej euforii.

Ja wciąż pozostaję w obozie byków, ale wczorajsze zachowanie rynku każe zachować ostrożność. Na wrześniowej serii kontraktów wyrysowaliśmy wczoraj najdłuższą białą świeczkę w całym miesięcznym trendzie wzrostowym. Byki oczywiście mogą powiedzieć, że potwierdza to tylko ich dominację, ale historia pokazuje, że rynek zdecydowanie dłużej i wyżej rośnie, gdy idzie w górę małymi kroczkami (wspinając się po ścianie strachu), niż w momencie, gdy trend zostaje zdynamizowany. Dla przykładu, można spojrzeć na indeks i cały ponaddwumiesięczny trend spadkowy z przełomu lutego/marca. Trzy największe czarne świece poprzedzały najpierw dwie marcowe korekty, a potem w maju po takiej czarnej świecy wyznaczaliśmy dno.

Szerokość rynku na wczorajszej sesji też nie przemawia na korzyść byków. Aktywność dużych graczy koncentrowała się tylko na kilku kluczowych spółkach, a ponad połowa z WIG20 była pomijana. Trochę inaczej wyglądało to w ostatnich tygodniach stabilnych wzrostów. Także warto zwrócić uwagę na wyróżnianie się wczoraj GPW na tle innych parkietów. Do pewnego poziomu jest to korzystne, potem niebezpieczne. Ale tak jak pisałem proszę potraktować to tylko jako sygnały ostrzegawcze, które nie są jeszcze sygnałem do zwrotu, a które równie dobrze mogą być zgaszone choćby tylko jednym argumentem o ujemnej (choć już wyraźnie mniejszej) bazie.