PAIiIZ uważa, że płace w Polsce będą w najbliższych latach rosły wolniej niż Czechów czy Węgrów. W opinii przedstawicieli Agencji, zagraniczne firmy powinny to wziąć pod uwagę i lokować swe inwestycje właśnie u nas, a nie u sąsiadów. - W 2004 roku płace w Polsce wzrosły o ok. 1,7%, a inflacja w tym czasie wyniosła 3% - mówi Sebastian Mikosz, wiceprezes PAIiIZ.
Według niego, w najbliższej przyszłości sytuacja nie zmieni się. - W Polsce, przy obecnym bezrobociu presja na wzrost wynagrodzeń jest minimalna, a w niektórych regionach wręcz ujemna - argumentuje S. Mikosz i dodaje, że to jest nasz atut w staraniach o przyciągnięcie zagranicznych inwestycji. Przypomnijmy, że na koniec maja br. pracy nie miało 18,3% aktywnych zawodowo Polaków. W naszej części Europy, najwyższe - poza Polską - bezrobocie jest na Słowacji. Tam na koniec ubiegłego miesiąca bez pracy było 11,3% osób czynnych zawodowo.
6 proc. w cztery lata
Prognozy dotyczące stosunkowo niedużego wzrostu płac w Polsce potwierdza raport Economist Intelligence Unit. Według niego, godzina pracy w naszym kraju kosztuje średnio 4,41 USD i do 2009 roku jej koszt wzrośnie tylko o 6%. Za godzinę pracy w Czechach natomiast trzeba dziś zapłacić prawie 5 USD, na Węgrzech - nawet 5,8 USD. W ciągu czterech lat wynagrodzenia w tych dwóch krajach mają zwiększyć się o 7%.
Marcin Peterlik z Instytuty Badań nad Gospodarką Rynkową potwierdza, że wysokość wynagrodzeń to jeden z czynników, który inwestorzy uwzględniają, decydując się na lokalizację nowych zakładów. - Ale to tylko jeden z czynników - podkreśla ekspert. Według niego, podawane przez Economist Intelligence Unit dane najwyraźniej nie uwzględniają pozapłacowych kosztów pracy, a te akurat są w Polsce wyższe niż u sąsiadów. Łączne koszty, jakie musi ponieść pracodawca, mamy więc porównywalne z kosztami ponoszonymi w każdym z trzech najważniejszych państw regionu. - Nie sądzę, żeby to była aż tak znacząca różnica - mówi M. Peterlik o prognozowanym przez EIU wzroście płac.