Bundestag uchwalił w czwartek ustawę zobowiązującą przedsiębiorstwa do podawania począwszy od 2006 r. do wiadomości publicznej informacji o dochodach wszystkich członków zarządów spółek. Informacje mają dotyczyć nie tylko wynagrodzeń, ale także uprawnień emerytalnych, odpraw, opcji czy służbowych willi. Niewywiązanie się z tego obowiązku zagrożone jest grzywną do 50 tys. euro. Nowe prawo dotyczy prawie tysiąca spółek notowanych na giełdach. Odmowa ujawnienia zarobków możliwa jest tylko w przypadku, gdy trzy czwarte akcjonariuszy spółki opowie się za takim rozwiązaniem.
Projekt ustawy przygotowała rządowa koalicja kanclerza Gerharda Schroedera, ale poparła go także opozycyjna CDU. Przeciwko był jedynie klub liberalnej FDP. Przemawiając do parlamentarzystów wiceminister sprawiedliwości Alfred Hartenbach podkreślił, że takie rozwiązanie "zwiększy przejrzystość finansów spółek, a akcjonariusze mają prawo wiedzieć, jak wydawane są zainwestowane przez nich pieniądze". Przypomniał, że podobne przepisy obowiązują m.in. w USA, Wielkiej Brytanii, Francji i Szwecji.
Dodajmy, że od niedawna także polskie firmy publiczne muszą podawać informacje o wynagrodzeniach członków swoich zarządów. Informacje na ten temat po raz pierwszy znalazły się w raportach finansowych za zeszły rok.
Niemiecki rząd od dwóch lat apelował do koncernów o dobrowolne zobowiązanie się do informowania o zarobkach wszystkich członków zarządów. Jednak część firm, w tym BMW, DaimlerChrysler, BASF i Porsche odmówiły. Niemieckie spółki podają jedynie łączną sumę wynagrodzeń całego zarządu.
Przyjęta wczoraj ustawa nie wymaga zatwierdzenia przez izbę wyższą parlamentu. Bundestag przyjął ją na dzień przed głosowaniem nad wotum zaufania dla rządu Schroedera. Jeśli go nie udzieli, a taka jest intencja kanclerza, to na 18 września zostaną rozpisane w Niemczech przedterminowe wybory parlamentarne.