Od połowy maja indeks S&P 500 kreśli na wykresie pesymistyczną formację głowy z ramionami. Do pełnego ukształtowania tego układu dojdzie z chwilą przełamania linii szyi znajdującej się na wysokości 1190 pkt. Wysokość formacji (30 pkt) sugeruje, że ewentualna przecena sięgnie przynajmniej 1160 pkt. Bardziej prawdopodobny wydaje się jednak spadek do 1137 pkt, czyli do wsparcia, wyznaczającego dolną granicę ośmiomiesięcznego trendu bocznego. Zagrożenie zmianą krótkoterminowego na spadkowy wprawdzie nie jest jeszcze bardzo poważne, ale przebieg notowań z ostatnich dwóch tygodni nakazuje zachowanie ostrożności.
Cały czas bowiem obowiązuje krótkoterminowy rynek byka, a wyznaczająca go linia przebiega na wysokości 1187 pkt. Dopiero pokonanie tego poziomu będzie równoznaczne z sygnałem sprzedaży akcji. Teoretycznie z uwagi na fakt, że bariera ta cały czas stanowi wsparcie, należałoby oczekiwać kontynuacji dotychczasowej tendencji. Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę to, że trend wyższego rzędu jest boczny oraz sygnały płynące ze wskaźników średnioterminowych, to trudno oczekiwać zwyżki ponad opór znajdujący się na wysokości 1225 pkt.
Wśród wskaźników technicznych na niekorzyść kupujących zaczął działać tygodniowy histogram MACD. W ostatnich miesiącach bardzo dobrze sygnalizował on zmiany trendu. Szczyt osiągnął w przedostatnim tygodniu czerwca i od tego czasu jego słupki maleją. Znaczenie tego sygnału sprzedaży nieznacznie zmniejsza fakt, że został on wygenerowany zaledwie 2 pkt ponad poziomem równowagi. Podobna sytuacja miała jednak miejsce w marcu tego roku i mimo to S&P 500 spadł od utworzonego wtedy szczytu o blisko 90 pkt.
Z technicznego punktu widzenia nie ma obecnie zbyt wielu powodów do kupowania akcji. Już kupione warto natomiast utrzymywać w portfelu, ale tylko do chwili kiedy zostanie pokonane wsparcie znajdujące się na wysokości 1187 pkt. Gdy to nastąpi, sygnały zmiany krótkoterminowego trendu na spadkowy będą bardzo poważne i kolejnej okazji kupna warto będzie poszukiwać dopiero w okolicy 1137 pkt.