Po czterech kolejnych sesjach wzrostu, w wyniku których wykres kontynuacyjny wspiął się na zamknięcie sesji na najwyższy poziom od prawie czterech lat, wczoraj notowania spadły. Skala obniżki była symboliczna - ledwie 2 punkty, przy najniższym od 21 czerwca wolumenie. Takie notowania nie wnoszą wiele do technicznego obrazu rynku. Warto tylko zwrócić uwagę, że biorąc pod uwagę wszystkie kursy z dnia, maksimum z 28 lutego wciąż nie zostało przekroczone. Nie jest to zbyt mocny argument w rękach niedźwiedzi, biorąc pod uwagę rekordy poprawiane przez główne indeksy rynku akcji i wciąż utrzymującą się głęboko na minusie bazę. Byłby to ewenement, gdyby przy tym poziomie pesymizmu (warto w tym miejscu wziąć jeszcze pod uwagę pięć kolejnych ujemnych odczytów Wigometru) na rynku zbudowany został istotny wierzchołek. Dużo bardziej prawdopodobna wydaje się w tej chwili kontynuacja trendu wzrostowego i wybicie ponad szczyt z lutego.

W ostatnich kilku tygodniach na wykresie kontynuacyjnym zbudowany został rozszerzający się trójkąt. Do wybicia doszło przez górne ramię, przebiegające po szczytach z 22 czerwca i 4 lipca. Wprawdzie formacji takiej trudno "użyć" do odmierzenia zasięgu ruchu, ale jej górne ramię znacznie ogranicza zakres potencjalnej korekty. Warto też zwrócić uwagę na teoretyczny opis tego rodzaju figury - po jej zbudowaniu możemy oczekiwać ruchu "prawie tak silnego jak w przypadku formacji załamanej głowy i ramion, kiedy nie starcza czasu na pełne ukształtowanie prawego ramienia". Choć ze względu na krótki czas budowania trójkąta można podważać jego wiarygodność, warto być gotowym także na taki scenariusz. Byłby on spójny z dużym pesymizmem panującym na rynku - w razie wybicia górą można liczyć na szybki wzrost związany z ucieczką "krótkiej" strony.