Urząd statystyczny zbadał, co stało się z firmami powstałymi w 2003 r. (chodzi o 176,9 tys. podmiotów zarejestrowanych w bazie danych REGON. Ankiety GUS pokazały, że aż 58,2% z nich miała trudności ze znalezieniem popytu na swoje produkty. Powód? Duża konkurencja na rynku (80,4% ankietowanych), obniżki cen stosowane przez rywali (63%), a także słaba siła nabywcza klientów (59,8%). Trudności "podażowe" - związane głównie z pozyskaniem kapitału na inwestycje - zgłosiło zaledwie 18,5% podmiotów. Nie powinno to dziwić, skoro prawie 90% początkujących przedsiębiorstw opiera swój rozwój na zgromadzonych wcześniej środkach własnych.

Z badań GUS prowadzonych od 2002 r. wynika, że rokrocznie upada około jedna trzecia firm, nie przeżywając nawet dwóch lat. Tak było w "chudych" dla gospodarki latach 2002-2003. Paradoksalnie, podobna liczba młodych podmiotów zakończyła działalność w roku ubiegłym - wydawałoby się, że korzystnym dla biznesu. Czy oznacza to, że bankructwa nie zależą od koniunktury?

Eksperci ekonomiczni potwierdzają. Przypominają, że gros nowych firm to podmioty bardzo małe (ponad 90% to osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą). To do nich efekty prosperity na rynku docierają najpóźniej. - Nie dziwmy się, że podawany przez GUS tzw. wskaźnik przeżycia nie reaguje na zmiany koniunktury. W 2004 r. na wzroście gospodarczym skorzystały głównie podmioty większe - czyli te, które mają zdolność eksportową - mówi Jeremi Mordasewicz, ekspert Polskiej Konferencji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan".

Podobnie jak w latach poprzednich - w 2004 r. najwięcej upadków zarejestrowali hotelarze i restauratorzy (40%). Olbrzymie kłopoty przechodziła także branża transportowa. Aż 85% przewoźników zgłosiło w ankietach GUS kłopoty z nadmierną konkurencją na rynku, 93% - z brakiem pieniędzy na rozwój. - Obserwujemy wyraźną i ogromną nadpodaż nad popytem. W ciągu tylko ostatniego półrocza powstało 3 tys. firm transportowych. Dzięki leasingowi, łatwo pozyskać pierwsze auto. Wiele osób robi to często pod wpływem impulsu. Problem w tym, że potem nie mają pieniędzy na dalsze inwestycje, a nawet na spłatę rat leasingowych - tłumaczy Beata Trochymiak z Polskiej Izby Spedycji i Logistyki.