Wczorajsze dane o produkcji przemysłowej w czerwcu były korzystne dla akcji. Wzrost o 6,8% w porównaniu z czerwcem 2004 roku to istotnie powyżej oczekiwań analityków (5%). Oznacza to, że po czterech kwartałach spadku tempa wzrostu PKB do 2,1% (w ujęciu rocznym) w pierwszych trzech miesiącach 2005 wreszcie doczekamy się odbicia. Gdyby na wykres dynamiki PKB spojrzeć z punktu widzenia analizy wykresów, można będzie, po danych za II kwartał, zaobserować wyżej ukształtowany dołek, niż to miało miejsce w ostatnim kwartale 2002 roku. Zatem tę część cyklu ekonomicznego zaczynamy z trochę wyższego pułapu i to jest pozytywny sygnał. Warto też zwrócić uwagę, że dynamika produkcji przemysłowej to były kolejne dane, po stytystykach dotyczących wynagrodzeń, lepsze od oczekiwań. Wypada tylko zadać pytanie, dlaczego na te korzystne liczby GPW praktycznie nie zareagowała. To znaczy owszem, WIG20 wzrósł o 0,6%, do 2122 pkt. Ale już na przykład MIDWIG stracił 0,02%, a WIRR zyskał zaledwie 0,2%. Tymczasem na dane o produkcji przemysłowej to właśnie te dwa wskaźniki powinny zareagować w większym stopniu.

Potwierdza to tylko tezę, że dla rynków akcji ważniejsze w tej chwili są niskie stopy procentowe, niż szybki wzrost gsopodarczy. Jeśli dynamika wzrostu kursów na giełdzie i niewielka szerokość rynku mogą wydawać się nieadekwatne do odzyskującej dynamikę gospodarki, to przede wszystki dlatego, że rosną obawy o wzrost stóp procentowych na rynkach bazowych. Niepokój inwestorów może budzić fakt, że dochodowość 10-letnich not amerykańskich wybiła się z formacji podwójnego dna i jest najwyższa od ponad dwóch miesięcy. Jeśli w ślad za nimi pójdą papiery niemieckie (na wykresie dochodowości 10-letnich obligacji nie został przebity czerwcowy dołek, ale nie doszło też do wybicia z konsolidacji w górę), to trend wzrostowy na warszawskiej giełdzie będzie zagrożony.

Obawy inwestorów wzmaga zachowanie amerykańskiego S&P 500, który nie utrzymał się ponad szczytem z lutego.