Jeszcze 11 lipca kurs CCC wynosił 14,1 zł. Wczoraj po wzroście o 2,55% już 16,1 zł. Kurs jest najwyższy w historii. Niewykluczone, że jednym z powodów wzrostu rynkowej wyceny spółki była wydana na początku lipca przez CA IB nowa rekomendacja.
Z informacji PARKIETU wynika, że jest bardziej optymistyczna od poprzedniej, z połowy maja. Wtedy CA IB zaleciło trzymanie akcji CCC i wyceniło papiery na 13,9 zł. - Spółka realizuje plany zgodnie z przewidywaniami. Ogólna aura jej sprzyja - powiedział autor rekomendacji Przemysław Sawala-Uryasz z CA IB, które w ubiegłym roku oferowało walory CCC. Nie chciał zdradzić, na ile wycenił akcje w nowym raporcie. Zostanie on odtajniony 27 lipca.
Wzrost zainteresowania spółką może wynikać również z oczekiwań na lepsze rezultaty finansowe. - Wciąż otwieramy nowe sklepy. Przewidujemy, że nasze wyniki będą lepsze od planowanych. Najprawdopodobniej zarząd dokona korekty prognozy w półrocznym sprawozdaniu finansowym, które zostanie przedstawione 28 października - stwierdził Mariusz Gnych, członek zarządu CCC. W połowie marca zarząd prognozował, że w tym roku przychody ze sprzedaży wyniosą 325 mln zł, zysk z działalności operacyjnej 43,6 mln zł, a zysk netto 31,4 mln zł. W I kwartale 2005 r. spółka zarobiła 5,4 mln zł, prawie dwa razy więcej niż w analogicznym okresie 2004 r. Rozbudowała sieć salonów, otwierając 11 nowych punktów sprzedaży i ma ich teraz 79. To właśnie sieć dystrybucji generuje 41% sprzedaży. Spółka uruchomiła ostatnio cztery placówki w Czechach, a ich dobre wyniki zachęcają ją do dalszej rozbudowy sieci.
Zdaniem M. Gnycha, ostatnie plany Komisji Europejskiej, zmierzające do wprowadzenia reglamentacji importu obuwia z Chin, nie wpłyną w żaden sposób na wyniki spółki. - Walka z importem dotyczy przede wszystkim obuwia skórzanego. Jeśli chodzi o nas, to produkujemy je tanio i dobrze w kraju. Nie obawiamy się konkurencji. Jesteśmy elastyczni. Możemy zmienić model produkcji w dwa tygodnie. Firmy, które importują obuwie z Chin, muszą czekać półtora miesiąca. W tym czasie gusta mogą się zmienić - przekonuje Mariusz Gnych.