Czwartkowa sesja przyniosła prawie 1-proc. wzrost wartości kontraktów na WIG20. Gdzie zatem ta korekta? Była w pierwszej części sesji. Można jednak odnieść wrażenie, że na rynku jest na tyle dużo pieniędzy (i optymizmu), iż każdy spadek zostanie wykorzystany do dokupywania długich pozycji.

Sądzę, że nawet dla postrzegania fundamentów rynku spadek do 2170 pkt byłby mimo wszystko wskazany. Nie mam na myśli spadku w cenie minimalnej za dnia, a krótką stabilizację w tym obrębie. Lokalna korekta, tak naturalna po bardzo dynamicznym wzroście, mogłaby tylko uwiarygodnić trend jako długoterminowy wzrost, a nie jako dosyć długą spekulację. Zamknięcie środowej sesji poniżej połowy wtorkowej świecy nie zostało potwierdzone przez kolejną (wczorajszą) świecę. Czwartkowa sesja potwierdziła jedynie wagę poziomu 2170 pkt. Szczególnie że w czasie dnia dosyć wyraźnie widać było, że w pewnym momencie podaż nie była już w stanie zepchnąć cen niżej, a potencjał sprzedających wyczerpywał się z każdą chwilą. Efekt? Obrona wsparcia i biała świeca z ponad 20-pkt dolnym cieniem oraz najwyższy od 7 lipca wolumen obrotu. Trzeba również odnotować, że baza na najbardziej płynnych kontraktach na WIG20 powoli zmniejsza się i na koniec wczorajszego dnia wynosiła już tylko minus 29 pkt.

Czy są symptomy końca zwyżki? Według mnie, zaczynają się pojawiać, ale trochę potrwa, nim hossa się zakończy na dobre. Mam na myśli fakt, że MIDWIG zaczyna zachowywać się nieco lepiej niż największe firmy WGPW zgrupowane w indeksie WIG20. Może to tylko chwilowa tendencja, ale wiele MSP jest w mojej ocenie niedoszacowanych. Po drugie, martwi mnie coraz większy optymizm graczy i komentatorów, nie wspominając już o coraz powszechniejszych wypowiedziach typu "w krótkim terminie rynek ma jeszcze przed sobą 10% wzrostu, licząc od bieżących poziomów".