Kluczem do rozszyfrowania sesji były obroty. Wiadomo od dawna, że rynkiem rządzą zachodnie fundusze. Z jednej strony powoduje to bardzo wyraźną korelację z węgierskim BUX-em, a z drugiej wystawia rynek na wpływ wąskiej grupy największych inwestorów. Należy więc uważnie obserwować ich aktywność i naśladować te ruchy, niezależnie od tego, czy oparte jest to na fundamentach, czy przechodzi już w spekulację. Wczoraj właśnie obroty wskazywały działania funduszy. Z rana mieliśmy osuwanie, ale należało wtedy zauważyć, że nie było to nic poważnego, a jedynie odstawienie popytu po dużych wzrostach i rynek osuwał się pod własnym ciężarem (niskie obroty, małe transakcje).
Fundusze dopiero pokazały się po 13.00, uznając, że półtorej sesji spadku jest wystarczające. Pierwsze tak naprawdę ruszyły kontrakty, ale trudno im się dziwić, gdy nagle na kluczowych spółkach znowu widać ogromne kupno i każda większa oferta podaży zaczyna być zdejmowana. Na dużych obrotach ruszyliśmy do kolejnych zwyżek i dopiero wyrównanie do BUX (+0,35%) zatrzymało tę byczą falę.
Wnioski po sesji są takie, że wyraźnie widać pełną kontrolę rynku przez zagraniczne fundusze. Zapowiada to sporo emocji, bo zapewne jeszcze nieraz zobaczymy mocny spadek w momencie nawet tylko chwilowego odstawienia popytu, a potem ponowne ujawnienie się największych graczy, którzy przecież naszego rynku nawet nie mieli czasu opuścić. Gdy kontrakty widzą takie mocne kupno, natychmiast wpadają w małą euforię po ostatnich doświadczeniach, niezależnie od rynkowego otoczenia. Prognozy? Byłyby w tej chwili niepoważne. Czekamy na wyniki kolejnych spółek (Pekao rano) i Nonfarm Payrolls w USA. Na razie na bieżąco trzeba oceniać rynek i reagować na ruchy zagranicy, których kierunek jedynie może zdradzić obrót i styl kupna.