Ostatnia fala wzrostowa wyniosła indeks S&P 500 do poziomu 1245 pkt, co sprawiło, że osiągnięte zostało 62-proc. zniesienie fali spadkowej trwającej od marca 2000 do października 2002 r. Zakończenie długoterminowego trendu wzrostowego w takim momencie wydaje się dość oczywiste. Na razie zresztą z wykresu nie płyną sygnały, które wskazywałyby na jakieś radykalne pogorszenie nastrojów. Wprawdzie od kilku dni trwa korekta, ale wykres S&P 500 na razie utrzymał się ponad linią trendu obejmującą ostatnie cztery miesiące notowań. Ciekawe jednak, jak będzie wyglądać kolejna fala wzrostowa, która powinna doprowadzić wykres indeksu do linii, poprowadzonej przez szczyty z lutego 2004, grudnia 2004 i marca 2005 r. Opór ten stanowić może część większej formacji klina zwyżkującego i tym samym zapoczątkować korektę S&P 500 przynajmniej o 6%.
Scenariuszowi zakładającemu większą przecenę sprzyjają rosnące stopniowo stopy procentowe. Na razie rynek akcji ignoruje zwyżkę rentowności 10-letnich not skarbowych, ale może to wynikać z faktu, że długoterminowy trend boczny na wykresie tych instrumentów wciąż nie został zakończony. Dochodowość przekroczyła 4,4% i pokonała mniej więcej połowę dystansu dzielącego dolne i górne ograniczenie trendu bocznego. Do osiągnięcia pułapu konsolidacji brakuje jeszcze 0,4 pkt proc., ale już przekroczenie 4,6% może wywołać niepokój na rynku akcji.
Wczorajsza sesja praktycznie starła wszelki ślad korekty z wykresu niemieckiego DAX. Otwarta w piątek niewielka luka bessy została zamknięta najwyższą od kilku tygodni białą świecą. To dobitnie pokazuje, kto obecnie ma przewagę na rynku. Celem dla byków jest obecnie 50-proc. zniesienie bessy, rozpoczętej po pęknięciu internetowej bańki. Znajduje się na wysokości 5160 pkt, tymczasem na zamknięcie wczorajszej sesji DAX miał 4902 pkt. Analogiczne zniesienie przekroczył już w ostatnich tygodniach londyński FT-SE 100. Zakończenie wtorkowych notowań (5 352,6 pkt) 6 grudnia 2001 r.