Saldo budżetu po siedmiu miesiącach tego roku wyniosło minus 17,45 mld zł. To efekt dochodów na poziomie 101,7 mld zł oraz wydatków w kwocie 119,16 mld zł. Ankietowani przez PARKIET ekonomiści spodziewali się, że deficyt wyniesie średnio 51,3% planu na ten rok (35 mld zł). Mogło to jednak mieć związek z wypowiedzią wiceminister finansów Elżbiety Suchockiej--Roguskiej, która poinformowała wcześniej, że plan zrealizowano w 51,2%.
- Deficyt poniżej 50% planu to bardzo dobra wiadomość, tym bardziej że udało się osiągnąć zaplanowane dochody mimo wolniejszego wzrostu gospodarczego w I półroczu - mówi Katarzyna Zajdel-Kurowska, główna ekonomistka Banku Handlowego. Ponadplanowe były wpływy z CIT (60,7%). Częściowo zrekompensowały one nieco niższe od założonych dochody z podatków pośrednich (56,4%) oraz PIT (52,4%).
- Wydatki są pod kontrolą. Ministrowi finansów sprzyjają niższe stopy procentowe i silniejszy złoty - ocenia Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku. Wpływy w okresie styczeń-lipiec wyniosły 56,8% kwoty założonej na cały rok. Niższe od planowanych były m.in. wydatki na obsługę zagranicznego i krajowego długu publicznego.
Według J. Jankowiaka, minister finansów jest teraz w komfortowej sytuacji, bo ma ponad 19 mld zł poduszki płynnościowej. Składają się na nią: lokata w NBP (14,7 mld zł), niewykorzystane środki z funduszy strukturalnych (4,1 mld zł) oraz pieniądze na rachunkach budżetowych (0,7 mld zł).
Zdaniem ekonomisty BRE, deficyt budżetowy na koniec roku może być mniejszy od założonych 35 mld zł. - Będzie to zależało od tego, czy minister finansów przekaże dotacje do FUS i KRUS, czy zmusi te podmioty do zaciągnięcia kredytów - twierdzi J. Jankowiak. Według K. Zajdel-Kurowskiej, są szanse na mniejsze ujemne saldo budżetu na koniec roku. - Przestrzegałabym jednak przed nadmiernym optymizmem, zwłaszcza w odniesieniu do IV kwartału. Nie wiemy bowiem, jakie będą decyzje nowego rządu - komentuje.