Przedstawiciele Izby Gospodarczej Przedsiębiorstw Finansowych dzielą firmy swojej branży na dwie części: jedna to firmy operatorskie, dysponujące sieciami kilkudziesięciu, a nawet więcej, placówek. Punkty przyjmujące opłaty należą bezpośrednio do firm albo do franczyzobiorców. Druga to "firmy licencyjne", które sprzedają tylko pomysł, jak prowadzić punkty opłat, dodając oprogramowanie do obsługi przelewów albo wskazując bank, przez który należy przekazywać przelewy. Ze względu na to, że opłata za przyjęcie przelewu jest u nich wyraźnie niższa niż w firmach sieciowych, zyskały miano "złotówkarzy". To właśnie oni najczęściej sprawiają kłopoty, nadwerężając wizerunek całej branży. Jak zamierza go chronić IGPF?

- Chcemy tak uregulować rynek, by i te podmioty, które działają samodzielnie, również gwarantowały płatności. To nie będzie możliwe, dopóki nie poddamy się jakiejś formie nadzoru - powiedział Wojciech Piątek, prezes izby. IGPF uważa, że w najbliższej przyszłości konieczne jest przyjęcie przez parlament ustawy, która określi wymagania, jakie powinna spełniać firma przyjmująca płatności od klientów indywidualnych.

Na razie izba stawia jednak na samoregulację. Przyjęła kodeks dobrych praktyk w branży. Podjęła również uchwałę o powołaniu funduszu gwarancyjnego na wypadek problemów z wypłacalnością któregoś z członków. Do funduszu trafia jeden grosz od każdego przyjętego do realizacji zlecenia. Członkowie IGPF szacują, że miesięcznie przez ich firmy przechodzi 2-2,5 mln przelewów, co oznacza, że po roku fundusz będzie dysponował kwotą 2,5-3 mln zł.