Trwająca od dwóch tygodni korekta techniczna przedłuża się i powinna jeszcze potrwać. Jej zasięg na tę chwilę oceniam na nie mniej niż 2130 pkt. Jak rozłoży się w czasie, trudno powiedzieć, ale wydaje mi się, że wynik obu jesiennych wyborów staje się coraz bardziej prawdopodobny. Tym samym związane z tym ryzyko maleje, co oznacza, że zniżka (czy stabilizacja) nie musi trwać do jesieni.
Wtorkowa sesja przyniosła minimalny wzrost wartości WIG20. Zamknięcie notowań wypadło na poziomie dziennego maksimum; wzrostowi jednak towarzyszył niski obrót. Sądzę, że wsparcie, które powinno powstrzymać dalsze spadki, to lutowy szczyt wcześniejszej fali wzrostu. Jednocześnie już 20 pkt wyżej znajduje się rosnąca średnia z 45 sesji. Historia pokazuje, że w ramach obecnej hossy jej każdorazowe przełamanie od góry było ostatnią fazą korekty spadkowej - więc ewentualnego przebicia nie można traktować jako "zaproszenia" do dalszej przeceny. Szczególnie że w zanadrzu pozostanie wspomniane wsparcie.
Dzienne wskaźniki nie pozostawiają złudzeń, że na rynku trwa korekta. Sygnały sprzedaży dały prawie wszystkie. Faktem jednak jest, że polegają one w większości na spadku z okolic stref wykupienia do poziomów równowagi lub lekko poniżej nich. Bardziej niepokoić może jedynie podwójny szczyt na MACD, szczególnie że prawe jego ramię nosi wręcz znamiona "pułapki hossy". Analogiczny kształt powstał na tygodniowym wykresie RSI.
Mając na uwadze opisane na wstępie malejące ryzyko polityczne, jak również coraz lepsze oceny perspektyw krajowej gospodarki, uważam, że długookresowy trend wzrostowy zostanie podtrzymany. Najistotniejsze zagrożenie jakie widzę, to ponownie bardzo wysoki kurs złotówki. Wiele firm giełdowych prowadzi działalność eksportową, a przy takim kursie walutowym jego opłacalność jest bardzo niska lub praktycznie zerowa. Nawet jeśli inwestorzy zaczną na gwałt szukać dużych importerów i kupować ich akcje, to ta grupa spółek jest zbyt wąska, żeby podtrzymać trend wzrostowy.