Ceń podejrzeń padł na firmy po publikacji tygodnika "Le Canard Enchaine", słynącego głównie z satyrycznych tekstów na temat francuskich władz.
Według gazety, przedstawiciele zarządów wszystkich trzech komórkowych spółek między 1997 r. a 2003 r. co miesiąc spotykali się, by wymieniać między sobą informacje pozwalające na koordynację działań. W artykule zacytowano raport jednostki ds. konkurencji francuskiego ministerstwa finansów. Gazeta przypomniała, że w przypadku udowodnienia zmowy, koncerny mogą zapłacić karę sięgającą nawet 10% ich rocznych przychodów.
Zarówno Vivendi Universal (właściciel SFR), France Telecom (właściciel Orange), jak też Bouygues (koncern budowlany, którego Telecom jest częścią), zaprzeczyły doniesieniom. - To absurd, żeby mówić, że Bouygues Telecom jest częścią zmowy, która miała ograniczać jego udział w rynku do 17%, czyli poziomu znacznie niższego, aniżeli w przypadku podobnych spółek w innych krajach Europy - powiedziała agencji Bloomberga Christel Lerouge, rzecznik Bouygues.
Podejrzenia o zmowę między operatorami najwyraźniej jednak nie zostały wyssane z palca. Faktem jest, że francuskie stowarzyszenie konsumentów UFC-Que Choisir trzy lata temu złożyło w Conseil de Concurrence, francuskim urzędzie ds. konkurencji, skargę przeciwko trójce operatorów. Zdaniem Yannicka Le Dorze, rzecznika tejże instytucji, powinna ona wydać werdykt w sprawie skargi przed końcem bieżącego roku.
Bloomberg