Twierdzą oni, że większość graczy już ograniczyła swoje zaangażowanie na polskim rynku i chociaż złoty może być "nerwowy" przed wyznaczonymi na 25 września wyborami, większa wyprzedaż krajowej waluty jest mało prawdopodobna.
"Inwestorzy, którzy zostali w Polsce, to gracze długoterminowi i nie sądzę, by wynik wyborów mógł zmusić ich do zamknięcia tych pozycji. W funduszach, z którymi pracuję, ewentualna sprzedaż obligacji już się dokonała, a rynek nie uznaje wyborów za wielkie wydarzenie" - powiedział szef działu papierów dłużnych w banku inwestycyjnym w Londynie. Wyniki sondaży pokazują od czerwca, że Platforma Obywatelska (PO) oraz Prawo i Sprawiedliwość (PiS) zdobędą co najmniej 43 procent poparcia, co prawdopodobnie zapewni im w Sejmie większość niezbędną do wprowadzenia działań oszczędnościowych, by pod koniec dekady było możliwe wejście Polski do strefy euro.
Mediana z siedmiu sierpniowych badań opinii publicznej jest jeszcze wyższa, wskazując na 47-procentowe poparcie dla obu ugrupowań, mających stworzyć przyszłą koalicję rządową. W dodatku ostatnie sondaże dają przewagę PO, której program jest uznawany za bardziej przyjazny rynkom finansowym.
Inwestorzy pogodziliby się jednak również z wiodącą rolą PiS, które także opowiada się za zacieśnieniem fiskalnym, choć chce opóźnić termin przyjęcia euro. "Wyniki sondaży są najbardziej korzystne z możliwych, wskazują bowiem, że koalicja PO-PiS będzie miała większość, a w dodatku kandydat PO jest na czele wyścigu o prezydenturę. I to jest główny powód tego, że przed wyborami nie ma korekty" - powiedział Sebastian Buczek, wiceprezes ING TFI. "Zagraniczni inwestorzy mniej obawiają się sytuacji politycznej w Polsce niż w poprzednich latach" - dodał.
Reformy w połączeniu z ożywieniem gospodarczym, wywołanym wejściem Polski do Unii Europejskiej (UE) sprawiły, że złoty w 2004 roku był najmocniej rosnącą walutą w Europie - wobec euro zyskał około 13 procent, a do dolara 19 procent.