Zawsze gdy amerykańskie rynki akcji nie pracują (Święto Pracy), na GPW bardzo trudno oceniać zachowanie inwestorów. Albo mamy bardzo spokojną konsolidację, albo jakikolwiek mocniejszy ruch tak naprawdę należy traktować jako mało wiarygodny. Ja do takich sesji podchodzę bardzo ostrożnie i zachowanie kontraktów pokazywało, że nie jestem w takiej ocenie odosobniony. Całą sesję kontrakty kręciły się wokół poziomu piątkowego zamknięcia, nie reagując zbyt nerwowo na wahania indeksu (baza zmniejszyła się wczoraj o 18 pkt).
W dużej mierze słusznie, bo przez większą część sesji zmiany nie odzwierciedlały faktycznego rozkładu sił na rynku. Z kolei spadek w końcówce zawdzięczamy realizacji zysków na ostatnich liderach (PKN, MOL), którym towarzyszyła kolejna ulubiona przez zagranicę spółką - TPS. Wydaje się więc, że ruch ten bardziej został wymuszony przez odstawienie zagranicznego popytu (z powodu święta w USA), a nie był wynikiem jakiejś diametralnej zmiany oceny rynków wschodzących. Analogiczna sytuacja miała miejsce na węgierskim parkiecie, gdzie BUX oddawał wybitnie przesadzone piątkowe wzrosty. Zresztą o tym, że ocena rynków wschodzących nie uległa zmianie, przekonywał w czasie sesji zarówno rynek długu, jak i rynek walutowy.
Obroty na sesji przekroczyły 500 mln, więc ciężko napisać, że było nudno i wczorajsze notowania nie mają jakiegokolwiek znaczenia. Zapewne bycze zaniepokojenie zobaczymy jeszcze na początku dzisiejszej sesji. Ja jednak żadnych poważniejszych wniosków po takim spadku bym nie wyciągał i dopiero powrót do gry zachodnich funduszy pokaże prawdziwe oblicze rynku. Trzeba jednak podkreślić, że im dłużej będzie trwać ich bierność, tym presja na realizację zysków będzie narastać, niezależnie od zachowania zachodnich indeksów.