Reklama

Węgrzy kończą wyprzedaż

Próżno szukać dziś Węgier wśród liderów prywatyzacji w Europie Środkowowschodniej. Ten złoty okres "bratankowie" mają już za sobą. Teraz w rękach węgierskiego państwa zostało zaledwie kilka większych przedsiębiorstw, a ich sprzedaż w prywatne ręce idzie jak po grudzie.

Publikacja: 10.09.2005 08:44

Dochody ze sprzedaży węgierskiego mienia państwowego z roku na rok są coraz niższe. W 2004 r. - jak podaje PricewatershouseCoopers w raporcie o fuzjach i przejęciach w Europie Środkowowschodniej - wyniosły zaledwie ok. 0,5 mld USD. Wpływy z prywatyzacji w Bułgarii były trzy razy wyższe, w Rumunii - prawie sześć razy większe, a w Polsce - aż ośmiokrotnie wyższe!

Zdaniem analityków PricewatershouseCoopers, w tych trzech krajach mamy do czynienia z "nową falą" prywatyzacji, natomiast w Chorwacji, Słowacji, Słowenii i właśnie na Węgrzech sprzedaż państwowego majątku dobiega końca. Nie zawsze idzie to zresztą tak, jak wcześniej zaplanowano.

Lotnisko jeszcze poczeka

Niespełna dwa tygodnie temu, pod koniec sierpnia, unieważniono przetarg na sprzedaż budapeszteńskiego lotniska. Była to decyzja... węgierskiego sądu pracy. W uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że prywatyzacja przedsiębiorstwa nie była konsultowana z przedstawicielami personelu, a bez tego nie można sprzedać państwowej firmy.

A byłaby to bardzo spektakularna prywatyzacja: Węgry, jako pierwsze państwo w regionie, zdecydowały się na oddanie w obce ręce swojego lotniska. Szukano nowego właściciela dla 75% (minus jedna akcja) należących do państwa udziałów w spółce Budapest Airport, która zarządza stołecznym portem lotniczym. Budynki i urządzenia na lotnisku miałyby pozostać własnością państwa, a zwycięski inwestor miałby otrzymać pełne prawa zarządzania lotniskiem na okres co najmniej 35 lat.

Reklama
Reklama

Nadzorujący prywatyzację na Węgrzech minister finansów Janos Veres jeszcze kilka dni przed unieważnieniem przetargu zapewniał, że w dotychczasowej historii węgierskiej prywatyzacji nie było jeszcze tak wielkiej oferty. W zamian za większościowy pakiet Budapest Airport węgierskie władze mogłyby dostać prawie 2 mld USD (ok. 390 mld forintów). Na tyle opiewała najwyższa złożona w przetargu oferta.

- Można zaczynać rozbudowę lotniska. Stare marzenie, że Budapeszt stanie się regionalnym portem, może się ziścić - cieszył się Veres. Decydując się na sprzedaż budapeszteńskiego portu lotniczego, władze chciały "uciec" przed koniecznością poniesienia wysokich kosztów jego unowocześnienia.

Nie brakowało podmiotów, które chciały przejąć budapeszteński port lotniczy. Na liście zainteresowanych znalazło się dziewięciu potencjalnych inwestorów. APV - węgierska agencja ds. prywatyzacji - wybrała do dalszych negocjacji pięciu oferentów: brytyjską spółkę BAA, największego na świecie operatora tego typu obiektów, Fraport, który prowadzi port lotniczy we Frankfurcie, niemiecką firmę budowlaną Hochtief oraz Copenghagen Airports i należącą do Macquaire Bank firmę Macquarie Airports.

Ministerstwo finansów zapowiedziało odwołanie się od decyzji sądu pracy. Trudno jednak przewidzieć, jak ostatecznie zakończy się sprawa prywatyzacji lotniska, tym bardziej że jego załoga zagroziła strajkiem, gdyby przetarg miał być kontynuowany.

Do siedmiu razy sztuka?

Dosłownie kilka dni przed decyzją sądu pracy w sprawie lotniska węgierskie władze zrezygnowały ze sprzedaży linii lotniczych Malev. Przypomnijmy, że była to już szósta próba sprzedania tamtejszego przewoźnika lotniczego od czasu obalenia na Węgrzech komunizmu. Uznano, że najpierw powinien być znaleziony nabywca... stołecznego portu lotniczego. Węgierska agencja ds. prywatyzacji APV, miała nadzieję, że nowy zarządca portu lotniczego pomoże znaleźć odpowiedniego kupca na Malev. Ponadto, jak argumentował szef APV "sprzedanie lotniska podniesie wartość przewoźnika lotniczego".

Reklama
Reklama

Podobnie jak w przypadku spółki Budapest Airport, i tu możliwości wyboru chętnych nie brakowało. Choć Malev to od lat nierentowne i zadłużone na ponad 150 mln euro przedsiębiorstwo, chętnych na zakup 99,95% jego akcji było wielu. Wstępne oferty złożyło aż 14 podmiotów, z których wybrano sześciu najpoważniejszych oferentów. Wśród nich były m.in. firmy z Portugalii, Rosji, Węgier i Włoch.Ostatecznie najwyższą ofertę - jak donosiły węgierskie media pod koniec lipca - miało złożyć konsorcjum Aviation Solution International. Grupa, do której należą m.in. byli pracownicy Malevu, przebiła cenę, jaką zaproponowała rosyjska spółka KrasAir. Nie podano oferowanej kwoty, ale według gazety "Napi Gazdasag", Aviation Solution była gotowa zainwestować w Malev 10 mld forintów (ok. 49 mln USD). Trzecim zainteresowanym był brytyjski fundusz Argus Capital.

W walce o Maleva udział miały wziąć również Polskie Linie Lotnicze LOT, które zostały zaproszone do udziału w konsorcjum Aviation Solution International. Pomysł zaangażowania się LOT-u w deficytowego węgierskiego przewoźnika wzbudził szereg kontrowersji wśród specjalistów. Zdaniem prof. Elżbiety Marciszewskiej z Katedry Transportu Szkoły Głównej Handlowej mogło chodzić np. o stworzenie przeciwwagi dla dynamicznie rozwijających się linii Czech Airlines i portu lotniczego w Pradze. - Łącząc się z Malevem, LOT zyskałby również rozwiniętą przez Węgrów siatkę połączeń z Azją Południowo-Wschodnią - wyjaśniała. W opinii ekspertów chodzić mogło także o efekt synergii: oszczędności ze wspólnego marketingu i podziału ruchu. Ten motyw dla LOT-u, który realizuje program cięcia kosztów o 500 mln zł, mógł być szczególnie istotny.

Polityczne zamieszanie

wokół Maleva

Kolejna nieudana próba sprzedania narodowego przewoźnika wywołała ostre spory wśród polityków. Wybuchły, gdy agencja APV wybrała do ostatecznych negocjacji rosyjską spółkę KrasAir. Największa partia opozycyjna Fidesz podniosła alarm, że zamierza ona zapłacić mniej, niż Malev jest wart. Związki zawodowe zagroziły strajkiem, jeśli linie zostaną sprzedane. Na ich utrzymanie Węgry wydały w minionych pięciu latach 16,2 mld forintów (81 mln USD).

Wobec niepowodzenia w przypadku sprzedaży budapeszteńskiego portu lotniczego oraz węgierskich linii lotniczych, do rangi najpoważniejszej tegorocznej prywatyzacji na Węgrzech urasta zakup spółki nadawczej Antenna Hungaria przez największą szwajcarską spółkę telefoniczną Swisscom.

Reklama
Reklama

Szwajcarska

Antenna Hungaria

Szwajcarzy wygrali przetarg na prywatyzacje Antenny pod koniec lipca. Zadeklarowali, że za 75% walorów firmy zapłacą 46,8 mld forintów (ok. 231 mln USD). Antenna emituje sygnały większości węgierskich stacji telewizyjnych, przygotowuje się również do nadawania telewizji cyfrowej.

Swisscom, nie mogąc liczyć na rozwój lokalnego rynku, już od jakiegoś czasu przymierzał się do ekspansji na terenie Europy Środkowowschodniej. Wcześniejsze próby się nie powiodły: w marcu odrzucono ich ofertę przejęcia Ceskiego Telecomu, a w ub.r. nie zdołali kupić udziałów w Telekom Austria. Sukcesem zakończyła się dopiero "węgierska" próba.

Zdecydowana większość sektorów węgierskiej gospodarki prywatyzację już dawno ma za sobą. W 1996 roku przeprowadzono największe prywatyzacje w historii węgierskiej energetyki i tym samym zakończono sprzedaż firm z tego sektora. Dość późno, bo w 2001 roku, sprzedano petrochemiczny koncern BorsodChem (dziś notowany również na warszawskiej giełdzie). Węgierskie spółki, które jeszcze kilka lat temu występowały w transakcjach prywatyzacyjnych jako ich przedmiot, teraz coraz częściej stają się podmiotem prywatyzacji.

Reklama
Reklama

Kiedyś kupowane,

teraz kupujące

Magyar Telecom, były monopolista rynku telekomunikacyjnego na Węgrzech, zamierza dokonać kolejnych przejęć w krajach bałkańskich. Firma, która należy teraz do Deutsche Telekomu, szuka nowych rynków, bo na Węgrzech popyt na jej usługi nie rośnie w wystarczającym tempie.

Magyar Telecom (dawny Matav) w ciągu ostatnich pięciu lat wydał już 790 mln euro na ekspansję na Bałkanach. Kupił większościowe udziały w dwóch koncernach telekomunikacyjnych w Macedonii i Czarnogórze. Teraz na celowniku węgierskiej spółki są firmy z Serbii i Bułgarii oraz z Rumunii.

- Rozwój poprzez przejęcie za granicą to dla nas sprawa priorytetowa. Na Węgrzech popyt na nasze usługi praktycznie już nie rośnie - powiedział cytowany przez agencję Bloomberg prezes Magyar Telecom Elek Straub. Tym bardziej że na ekspansję węgierskiej spółki naciska właściciel, czyli Deutsche Telekom, dla którego to dobry sposób podboju ryzykownych, ale szybko rozwijających się nowych rynków telekomunikacyjnych w Europie.

Reklama
Reklama

Węgierski OTP Bank chce zaś kupić serbski Niska Banka. Oferta rządu w Belgradzie dotyczy 99,89% akcji spółki. OTP Bank to kolejna węgierska spółka, która napotykając na rodzimym rynku coraz ostrzejszą konkurencję, udanie wychodzi za granicę. Wcześniej przejął już banki w Bułgarii, Chorwacji, Rumunii oraz Słowacji.

Pionierzy w bankowości

Tendencje na węgierskim rynku bankowym często zapowiadają wydarzenia, które w innych krajach regionu (w tym w Polsce) nadchodzą dopiero po pewnym czasie. Węgry były na przykład pierwszym krajem, w którym filię utworzył zachodni bank. Jeszcze w połowie lat 80. zdecydował się na to Citibank (w Polsce doszło do tego dopiero na początku lat 90.).

Węgry były również pierwszym krajem naszego regionu, który zdecydował się na sprywatyzowanie niemal całego sektora bankowego, jeszcze w pierwszej połowie ubiegłej dekady. Pod koniec lat 90. większość banków miała już zachodnich inwestorów strategicznych. Wyjątkowo potraktowano OTP Bank - odpowiednik naszego PKO BP. Jego prywatyzację zaczęto w 1995 r. Odbyły się trzy oferty publiczne. Państwo zachowało tzw. złotą akcję. Prywatyzację OTP stawiano często jako wzór sprzedaży przez państwo udziałów w instytucji finansowej bez oddania władzy nad firmą zagranicznemu kapitałowi. Ostatnim państwowym bankiem, jaki wystawiono na sprzedaż, był Postabank. W 1998 r. znalazł się na skraju bankructwa. W 2003 r. kupił go austriacki Erste Bank.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama