W ubiegły piątek pierwsza połowa sesji przyniosła bicie rekordów. WIG20 sięgnął 2354 pkt. W drugiej części tamtej sesji było coraz gorzej. Kupujący natrafili na ogromną podaż na poziomach powyżej 2320 pkt. Na tej sesji wygenerowano ponad 1,3 mld obrotu! Sesja ostatecz-nie zakończyła się porażką byków, jak się miało wkrótce okazać - nie na długo.
Wobec miażdżącej porażki, szczególnie na Orlenie, który wygenerował brzydką formację odwrócenia trendu, doszło w poniedziałek do znaczącej przeceny. Kontrakty znalazły się w okolicy 2280 pkt. We wtorek było już nieco lepiej. Spadły obroty. Po raz kolejny okazało się, że nie jest tak źle - zabrakło większej podaży. Wobec tego w środę powrócił optymizm. Niestety, w połowie sesji rynek zawrócił. W końcówce sesji stała się rzecz najdziwniejsza. O 16.00 indeks miał wartość 2301 pkt, a 10 minut później było 2325! W ostatnich kilkunastu sekundach trafiły na WIG20 zlecenia za ok. 50 mln, które wywindowały jego wartość o 1%! Kontrakty nie zdążyły już zareagować - zamknęły się przy 2387 pkt. Baza w tym momencie wyniosła aż 38 pkt.
Czwartek nie wniósł większych zmian. Dopiero piątek (co z tymi piątkami?), nie natrafiając na większą podaż, akcje ruszyły w górę. W Budapeszcie drożał mocno MOL, tym samym BUX wzrósł od rana 2,5% i nie oddawał pola do końca dnia. WIG20 tymczasem osiągnął szybko wartość 2350 pkt, po czym zaczął się powoli obsuwać, dochodząc do 2330 pkt krótko przed zamknięciem. Kontrakty wrześniowe nie spadały, doprowadzając niemal do zredukowania w całości ujemnej bazy. Końcówka sesji miała pokazać, czy indeks ustanowi 5-letni rekord. Popyt nie zawiódł. Mamy nowy szczyt i otwarte pole do wzrostów. Ale zarobić na długich pozycjach nie będzie pewnie łatwo, jak pokazuje historia tego tygodnia.