- Jeżeli mamy wejść do strefy euro, to nie ze względu na obowiązek wynikający z traktatu akcesyjnego, ale tylko wtedy, gdy będziemy mieć z tego korzyści - powiedział Stefan Kawalec, doradca ekonomiczny PO, podczas debaty politycznej poświęconej sprawie euro. Zwrócił uwagę, że kraje członkowskie unii walutowej stawiają różne przeszkody nowym członkom UE, zmierzającym do przyjęcia euro. - Spędzenie 2 lat w ERM2 wiąże się z dużym ryzykiem. Z dotychczasowego systemu płynnego kursu walutowego, który chroni nas przed szokami, weszlibyśmy do systemu, w którym kurs może się poruszać tylko w wąskim paśmie. Warto wchodzić na tę ścieżkę, ale tylko pod warunkiem uzgodnienia z Komisją Europejską i EBC odpowiedniego kursu złotego i pod warunkiem dokonania reform, które ograniczą deficyt budżetowy - stwierdził S. Kawalec.

- Ze scenariusza przygotowanego przez Ministerstwo Finansów wynika, że moglibyśmy wejść do strefy euro w 2009 r., a do ERM2 w I połowie 2006 r. To wydaje się mało prawdopodobne - powiedział doradca PO. Jego zdaniem, najwcześniejsza możliwa data to rok 2010. Przypomnijmy, że jeszcze niedawno PO mówiła, że powinniśmy wstąpić do unii walutowej jak najszybciej. Jan Rokita, jeden z liderów tej partii, zasugerował nawet jednostronne przyjęcie euro przez Polskę w przypadku silnej aprecjacji złotego.

- Cieszę się, że PO zauważyła, że z przyjęciem euro wiążą się różne problemy. Widzimy bardzo duży postęp w rozmowach z PO - stwierdził z kolei Cezary Mech, doradca PiS. Jego zdaniem, Polska nie powinna wchodzić do unii walutowej w "najbliższym" czasie. Nie podał jednak żadnej daty. Zwrócił za to uwagę, że przyjmując euro Polska pozbyłaby się nie tylko własnej polityki monetarnej, ale też fiskalnej. Stwierdził ponadto, że możemy sami reformować finanse publiczne, a nie pod przymusem wypełnienia kryteriów z Maastricht. - Nie jest nam też potrzebny EBC do tego, żeby obniżyć stopy procentowe - oświadczył.