Dziesiąta sesja we wrześniu przyniosła piąty raz najwyższą wartość indeksu WIG20 w zapoczątkowanym w marcu 2003 roku wzroście. Jednocześnie rekord został ustanowiony przy najmniejszych w tym miesiącu obrotach

i przy przewadze spółek, które traciły na wartości. W górę poszły jedynie notowania siedmiu z 20 firm indeksu, w tym o 2,5% podrożały akcje Orlenu, spółki mającej największy wpływ na wartości wskaźnika. Wprawdzie na zamknięcie notowań kurs walorów płockiego koncernu (61,5 zł) był najwyższy w historii, ale PKN wciąż znajduje się pod wpływem wydarzeń z 2 września. Kurs akcji spadł wtedy o ponad 3% w trakcie sesji, przy gigantycznym wolumenie. Dlatego nie wiem, czy wczorajsze notowania przesądzają o powrocie do hossy. Szczególnie, że tym razem wolumen nie przekroczył 1 mln walorów. Kontynuacja korekty na wykresie PKN oznacza taki sam wyrok dla całego WIG20. Jeśli tak jak na początku wrześnie "przeciw" Orlenowi pójdą banki, skończy się na trendzie bocznym, dla które wsparciem może być już luka hossy zbudowana w poniedziałek (2350 pkt). W przeciwnym wypadku czeka nas większy spadek. Granicą dla niego są sierpniowe szczyty (2270 pkt) i wspierająca je wzrostowa linia trendu, biegnąca przez dołki z maja i sierpnia. Większa przecena będzie oznaczać zmianę trendu w perspektywie średnioterminowej, co postawi pod znakiem zapytania dotarcie WIG20 do historycznego maksimum z marca 2000 roku (2481,8 pkt).

Na razie jednak nie widać powodów, dla których indeks naj-większych spółek miałby nie pobić rekordu wszech czasów. Trend długoterminowy jest wzrostowy,

a wciąż niskie stopy procentowe zapewniają inwestorom zagranicznym tanie finansowanie zakupów na rynkach wschodzących. Wprawdzie na początku tygodnia mocno skoczyła rentowność niemieckich bundów, ale zrównoważył ją silny spadek dochodowości 10-letnich not amerykańskich we wtorek. Na razie niewiele wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie rentowność miała się wyrwać z trendu bocznego, który rozgrywa się w strefie 4-4,4%.