Końcowa część wczorajszej sesji pokazała, że krótkie pozycje są wciąż bardzo ryzykowne. Wystarczyła ostatnia godzina handlu, by prawie wszyscy ci, którzy je otwierali we wtorek, przestali na nich zarabiać. Kontrakty zyskały pod koniec dnia około 20 pkt i wróciły w pobliże poprzedniego maksimum. Z jednej strony, zbliżanie się notowań do historycznego szczytu sprzed ponad pięciu lat (2460 pkt) rodzić będzie coraz większą pokusę do podejmowania prób łapania górki. Tego jednak można spodziewać się dopiero po przekroczeniu bariery 2400 pkt. Z drugiej strony, przez ostatnie miesiące inwestowanie przeciwko trendowi wzrostowemu przynosiło bardzo złe rezultaty - nawet jeśli udało się złapać szczyt, to zarobek był znikomy. To może tłumaczyć, dlaczego ujemna baza zawęziła się wczoraj na grudniowej serii do niecałych 12 pkt. Tydzień temu była nawet 4 razy większa.
Na uwagę zasługuje fakt, że odbywa się to przy szybko rosnącej
liczbie otwartych pozycji. Wczoraj na wszystkich seriach przybyło ich blisko 1700 sztuk, przez dwie ostatnie sesje prawie 4800. Trudno to interpretować inaczej jak coraz większy wzrost optymizmu inwestorów. Tak wyraźnie tego zjawiska nie było widać w poprzednich tygodniach i miesiącach zwyżki. Nowa sytuacja skłania do ostrożności przy otwieraniu długich pozycji.
Wobec tego najlepszą strategią na kolejne dni może okazać się pozostanie poza rynkiem. Jeśli już ktoś decyduje się na obecność na nim, powinien zwrócić uwagę na wzrost zmienności na ostatnich sesjach. ATR z 5 ostatnich sesji zwiększył się od ubiegłego czwartku z 25 pkt do 32 pkt. Zmiana w skali 2 razy przekraczającej obecny ATR będzie prowadzić do przebicia ważnego wsparcia (luka z 12 września) albo wystarczy do zbliżenia się do historycznego szczytu.