Bruksela przez długi czas nie zezwalała na sprowadzanie win, przy produkcji których stosowano sztuczną irygację lub do których dodawano kawałki drewna do beczek podczas procesu fermentacji. Osiągnięty kompromis oznacza, że Europa akceptuje obecne metody stosowane przez amerykańskich producentów, ale jednocześnie zastrzegła sobie prawo sprzeciwu wobec kolejnych innowacji stosowanych za oceanem. Z kolei strona amerykańska zapowiedziała wniesienie do Kongresu projektu ustawy, chroniącej nazwy 17 marek, takich jak m.in. Champagne, Chablis, Chianti, Madeira, Malaga, Porto, Sherry i Tokaj i ograniczającej ich użycie w USA. Do tej pory Amerykanie uważali, że odnoszą się one raczej do poszczególnych gatunków win, a nie do regionów ich pochodzenia. Nie oznacza to jednak, że obecni producenci win tych marek w USA zrezygnują z używania europejskich nazw, co budzi największe opory ze strony UE.
USA wyłączą także produkty z Unii ze swoich procedur certyfikacyjnych. Obie strony zobowiązały się również do rozstrzygania przyszłych sporów na drodze nieformalnych dwustronnych konsultacji, traktując formalną drogę jako środek ostateczny.
Producenci z Unii Europejskiej poszli na duże ustępstwa w negocjacjach z Waszyngtonem, głównie z powodu przyjętej w ubiegłym roku przez Kongres ustawy wprowadzającej obowiązek certyfikacji win importowanych ze wszystkich krajów, które nie zawarły specjalnej umowy z USA. Procedura certyfikacyjna byłaby jednak zbyt kosztowna dla indywidualnych producentów, co odcięłoby Europejczyków od amerykańskiego rynku. W ubiegłym roku wysłano za ocean wino o wartości 2 mld euro - około 43% całego europejskiego eksportu.
Wino to tylko jeden z wielu spornych tematów między Brukselą a USA, jakie trzeba było rozstrzygać w ostatnich latach. Inne dotyczyły między innymi subsydiów rolnych, bananów i stali.
Nowy Jork