Przynależność naszego rynku akcji do szerokiego uniwersum "emerging markets", będąca przekleństwem w latach 1994-2001 obfitujących w kryzysy na peryferiach gospodarki światowej (Meksyk, Azja Południowo-Wschodnia, Rosja, Argentyna), obecnie stanowi podstawowe źródło siły GPW. Po sierpniowym zawahaniu, nowe szczyty indeksu MSCI Emerging Markets - będącego "benchmarkiem" dla większości zagranicznych inwestorów instytucjonalnych specjalizujących się w akcjach notowanych na rynkach "wschodzących" - ustanawiane we wrześniu natychmiast przełożyły się na analogiczne zachowanie WIG.

Silny wzrost cen akcji krajowych blue chipów w ostatnim okresie jest po prostu sygnałem kolejnej fali popytu ze strony tychże zagranicznych inwestorów. Ci z kolei zmuszeni są po prostu reagować kolejnymi falami zakupów najbardziej płynnych papierów na napływ środków od klientów, dla których od jakiegoś czasu "rynki wschodzące" stały się ponownie ulubioną klasą aktywów (poprzednio z analogicznym zjawiskiem mieliśmy do czynienia przed 1994 r.). Notowania krajowych blue chipów kontrastują cały czas z zachowaniem szerokiego rynku. Indeks cenowy PARKIETU znajduje się poniżej szczytu z lutego tego roku i niewiele wyżej niż 10 miesięcy temu. WIRR przebywa tam, gdzie 17 miesięcy temu. A/D-line, której wzrost od maja do początku sierpnia potwierdzał zwyżkę głównych indeksów, od półtora miesiąca ponownie spada, zbliżając się do poziomu swego historycznego minimum.

Obecne podejście do sektora energetycznego czy szerzej całego kompleksu surowcowego zaczyna przypominać "hossę technologiczną" z lat 1999-2000. Uczestnicy rynku tracą obecnie głowy dla spółek (patrz ostatni przetarg na turecką rafinerię Tupras), za które 5 lat temu nie daliby złamanego grosza. Wtedy argumentowano, że nie warto przepłacać za firmy oparte na technologiach liczących sobie dziesiątki czy nawet setki lat, których rentowność na dłuższą metę bliska jest zera. Długotrwałość obecnej hossy w sektorze "Starej Gospodarki" wynika jednak z faktu, że uruchomienie nowych mocy produkcyjnych w sektorze wydobycia, przetwórstwa i transportu surowców (np. wybudowanie nowej rafinerii) zajmuje niestety wiele lat.