Nastroje na dzisiejszej sesji ustawiło wydarzenie z drugiej godziny notowań na rynku terminowym. Lawina zleceń stop - loss wprowadziła na rynek sporo nerwów i zamieszania i doprowadziła do ponad 100-punktowego spadku serii Z. Potem rynek kontraktów dynamicznie odbił, by po równoważeniu ponownie ruszyć na południe, ale tym razem za rynkiem kasowym. Biorąc pod uwagę umiejscowienie i czas tego wydarzenia (testowanie poziomów rekordów hossy internetowej z roku 2000), powinno ono mieć bardzo duży wpływ na atmosferę rynkową. Czytaj: mogło doprowadzić do prawdziwej paniki popytu (również na rynku kasowym) i na długo wybić bykom z głów wybicie powyżej "internetowych" szczytów. Tymczasem skończyło się na... -0,4% i rozciągnięciu bazy z 20 punktów na zamknięciu w poniedziałek do 32 punktów wczoraj.
Zachowanie rynku po dynamicznym spadku kontraktów jest moim zdaniem świadectwem siły trendu. Szczególnie przy wczorajszych obrotach (1,45 mld PLN), które spokojnie mogłyby towarzyszyć sesji odwrotu. Byki mimo wszystko podejmą więc chyba jeszcze próbę wybicia powyżej wczorajszych maksimów, a jedynym skutkiem wczorajszego wydarzenia będzie zapewne wzrost zmienności notowań i większa ostrożność inwestorów. Co przy takiej temperaturze na rynku (wraz z towarzyszącym jej szumem medialnym) jest jak najbardziej korzystne dla trendu.
Rynek jest rozgrzany do czerwoności, a fala ma znamiona tej ostatniej, opartej głównie na emocjach i nastrojach, a nie przesłankach fundamentalnych. Wczorajsza reakcja pokazała jednak, że więcej przemawia za kontynuacją trendu, niż za dynamiczną kontrą niedźwiedzi. Wiele o sile rozpędzonego kapitału zagranicznego powie piątkowy debitu PGNiG i niewykluczone że będzie to kolejny wzrostowy impuls dla szerokiego rynku.
Zwróć uwagę:
Spółki duże i płynne...