Po trwającym w marcu i kwietniu spadku indeksu S&P 500 i stopniowym odrabianiu tych strat w kolejnych miesiącach zaczęły pojawiać się głosy o rozpoczęciu na amerykańskich parkietach kolejnej odsłony hossy. Wzmogły się one wraz z pokonaniem w połowie lipca marcowego szczytu. Jednak wzorem poprzednich ruchów wzrostowych taki sukces kupujących oznaczał w niedługim czasie ich kłopoty. Tak było w listopadzie 2004 r., kiedy "pięćsetka" wyszła ponad górkę z I kwartału minionego roku i potem, gdy w marcu tego roku udało się pokonać szczyt z grudnia 2004 r. Taka niemoc popytu rodzi zagrożenie, że inwestorzy zupełnie stracą wiarę w możliwość kontynuacji hossy. Stąd byłby już tylko krok od większej przeceny.
Czas na korektę całej hossy?
Scenariusz budowany w oparciu o zachowanie tygodniowego MACD na razie znajduje odzwierciedlenie w notowaniach S&P 500. Z technicznego punktu widzenia kłopoty indeksu z utrzymaniem się ponad pokonanym szczytem trzeba wiązać z negatywnymi dywergencjami na tym wskaźniku. Są już dwie, co w analizie technicznej uznawane jest za jeden z najsilniejszych sygnałów zapowiadających odwrócenie trendu. Spadek w ostatnich dniach tygodniowego MACD poniżej linii sygnalnej przekonuje, że realizacja pesymistycznego scenariusza wchodzi w decydującą fazę. Jeśli miałby się spełnić i w kolejnych miesiącach S&P 500 znalazłby się w rejonie 1063 pkt (38,2-proc. zniesienie 2,5-rocznej hossy) to indeks wkrótce powinien spaść poniżej sierpniowego dołka przy 1205 pkt, a potem przełamać roczną średnią. Właśnie zachowanie indeksu na jej wysokości (1190 pkt) będzie probierzem siły kupujących. W trzech poprzednich przypadkach jej przekroczenie wywoływało natychmiastową reakcję kupujących i z łatwością wyprowadzali S&P 500 z powrotem ponad średnią.
Trwająca od wiosny do początków sierpnia fala zwyżkowa wyniosła 9,5%. To znacznie mniej niż wcześniejsze ruchy w górę. Od sierpnia 2004 r. do marca 2005 r. indeks zyskał ponad 15%, od sierpnia 2003 r. do stycznia 2004 r. 19,7%, a od marca do czerwca 2003 r. blisko 26%. Widać ewidentnie, że każda kolejna odsłona hossy wygląda coraz mniej okazale. To symptom, że okres dobrej koniunktury ma się ku końcowi.
W połowie sierpnia roczna stopa zwrotu dla indeksu S&P 500 sięgnęła 15,9%. Od tego czasu spadła o ponad połowę. Na przełomie 2003 i 2004 r. szczyt na rynku wypadł, gdy roczna stopa sięgała 14%. Z tego punktu widzenia nie można mówić o osłabieniu hossy. Jednocześnie to potwierdza, że ostatnia fala wzrostu nie była przełomem dla praktycznie pogrążonego od półtora roku w trendzie horyzontalnym amerykańskiego parkietu. Teraz pytanie, jak nisko znajdzie się roczna stopa zwrotu. Na wiosnę tego roku dołek S&P 500 wypadł, gdy zbliżyła się ona do 0%. W drugiej połowie września i w październiku 2004 r. indeks przebywał w strefie 1095-1142 pkt. Aby więc roczna stopa obniżyła się do 0% w najbliższych tygodniach powinniśmy mieć do czynienia z wyraźną zniżką. Takie oczekiwania korelują z wnioskami wynikającymi z podwójnej negatywnej dywergencji na tygodniowym MACD.