Różnica między maksimum i minimum wczorajszej sesji wyniosła 82 pkt. Tak wysoką zmienność śródsesyjną, wygenerowaną w sposób naturalny, mieliśmy na początku marca 2005 roku i jesienią 2003 roku. W obydwu wypadkach mieliśmy do czynienia z korektą długoterminowego trendu wzrostowego. Prognozowanie pogorszenia nastrojów przez tak prostą analogię wydaje się nieuzasadnione. Pozostaje jednak faktem, że wskaźniki zmienności rynku znalazły się poza swoim zwykłym zakresem i wyraźnie wskazują na zbliżający się końcowy etap zwyżki.

Bardzo silne wykupienie rynku sygnalizuje RSI z 14 sesji. W zeszłym tygodniu wskaźnik osiągnął 83 punkty, co na tym etapie trendu jest wartością przygotowującą grunt pod negatywne dywergencje. Sygnałem sprzedaży jest w takim wypadku jednak nie opuszczenie obszaru wykupienia (dywergencji może być bowiem kilka), ale spadek poniżej poziomu równowagi. Silne wsparcie na wykresie wskaźnika ukształtowało się na poziomie 52 punktów.

Choć do sygnałów sprzedaży może być jeszcze daleko, to do zamykania części nawet zyskownych pozycji może zachęcać rosnąca zmienność. Nakłada ona bowiem obowiązek rozszerzenia stopów, żeby nie zostać z rynku wyrzuconym przez zwykły "szum". Szersze stopy oznaczają z reguły większe ryzyko - jednym z rozwiązań jest w takiej sytuacji zmniejszenie pozycji.

Wykres kontynuacyjny kontraktów na WIG20 wybił się górą z bardzo stromego kanału wzrostowego, obejmującego ostatnie cztery miesiące notowań. Jego wysokość wskazuje, że po raz pierwszy w historii najbliższa seria kontraktów zamknie się powyżej 2500 pkt. Wysokość formacji nie wyznacza punktu zwrotnego - przy tym poziomie zmienności właściwie każde rozwiązanie można przyjąć ze zrozumieniem.