Prace nad nowym kodeksem trwają już trzy lata. Złożona z prawników Komisja przekazała wczoraj premierowi wstępne projekty dwóch ustaw - indywidualnego i zbiorowego prawa pracy. Efekty tych prac nie ujrzały jeszcze oficjalnie światła dziennego. - Komisja nie wypowiada się o szczegółowych rozwiązaniach, ponieważ wiele z nich może jeszcze ulec zmianie. Ostateczny kształt obu kodeksów powinien być przedmiotem konsultacji społecznych - stwierdził tylko jej przewodniczący prof. Michał Seweryński. - Naszym założeniem było godzenie interesów pracowników i pracodawców - dodał.
Z nieoficjalnych źródeł wiadomo jednak, że część proponowanych rozwiązań jest korzystna dla przedsiębiorców. Komisja postuluje m.in., aby małe firmy nie musiały wypłacać wynagrodzenia pracownika przez wszystkie 33 dni płatnego zwolnienia chorobowego, ale jedynie przez część tego okresu. Resztę pokrywałby ZUS. Gorzej, że nie przeprowadzono symulacji kosztów takiego rozwiązania. Eksperci chcą także zmniejszyć liczbę przypadków, w których nie można rozwiązać umowy o pracę. Do kodeksu włączono także ustawę o zatrudnianiu pracowników tymczasowych i nowe przepisy o telepracy.
Z drugiej strony Komisja opowiedziała się za utrzymaniem regulacji dotyczących czasu pracy. - Trzeba utrzymać restrykcyjność przepisów w tym zakresie. Jest to w interesie pracowników - tłumaczy M. Seweryński. Oprócz tego, kodeks zbiorowego prawa pracy utrzymuje instytucję układu zbiorowego. Co więcej - eksperci chcą, aby oprócz związków zawodowych mogły je zawierać pozazwiązkowe reprezentacje pracowników.
Czy PiS i PO skorzystają z pracy Komisji? - Patrząc na to, dla jakiego rządu pracowała, obawiamy się, że jej propozycje nie będą służyły zmniejszaniu kosztów pracy - mówi Adam Szejnfeld, poseł Platformy. - Będziemy chcieli zobaczyć efekt prac tylu ekspertów. Dziwi nas, że projekty nie zostały upublicznione - zapowiada z kolei Tadeusz Cymański, poseł PiS. Partia ma jednak własne pomysły dotyczące lepszego ewidencjonowania czasu pracy i samozatrudnienia.
Bezrobocie we wrześniu - 17,7%