Jednak perspektywa rozszerzenia strefy euro do 22 z obecnych 12 państw wydaje się być odleglejsza niż kiedykolwiek. Ekonomiści już teraz uważają, że najwięksi kandydaci nie przyjmą euro w tej dekadzie, bo albo nie są w stanie spełnić kryteriów obowiązujących w unii walutowej, albo nie widzą powodu by się spieszyć. "Wydaje się oczywiste, że największe z nowych krajów członkowskich nie mają zamiaru się spieszyć" - powiedział Daniel Gros, szef Centrum Studiów nad Polityką Europejską w Brukseli.
W ubiegłym tygodniu Węgry de facto porzuciły swój pierwotny plan przyjęcia euro, radykalnie korygując projekt deficytu budżetowego. W Polsce Prawo i Sprawiedliwość (PiS), partia która wygrała wybory parlamentarne zapowiada, że gospodarka będzie się przystosowywać do kryteriów obowiązujących w strefie euro, ale nie ma zamiaru podejmować wiążących decyzji podczas czteroletniej kadencji nowego rządu, co oznacza, że Polska nie przyjmie euro w tej dekadzie. Czechy przyznały, że założenie przyjęcia euro w 2009 roku było nierealistyczne i przesunęły ten termin o rok. Opozycja zastanawia się, czy i ta data nie jest zbyt wczesna.
Wyjątkiem jest Słowacja, która w przyszłym roku chce związać swoją koronę z euro w ramach systemu ERM-2 i podkreśla swoją determinację, by przyjąć wspólną walutę w 2009 roku. Jednak ostatni kryzys parlamentarny także i w tym kraju stawia przyszłość reform pod znakiem zapytania.
W kwartalnym sondażu Reutera w sierpniu większość analityków sądziła, że wszyscy nowi członkowie UE mogą przyjąć euro przed rokiem 2010. Teraz niektórzy uważają, że szanse na to mają jeszcze Polska i Czechy, ale inni są sceptyczni. "W przypadku Polski mówiliśmy przed wyborami o roku 2012, teraz skłaniamy się do 2013 lub 2014" - powiedział Olivier Weeks, ekonomista banku Morgan Stanley w Londynie. Według niego Czechy przyjmą euro w 2013, a Węgry nawet później.
Nawet najbardziej zaawansowane państwa bałtyckie, które weszły już do systemu ERM-2 i mają nadzieję przyjąć euro w roku 2007 lub 2008, ryzykują opóźnienie, ponieważ przy ich szybkim rozwoju gospodarczym zrealizowanie celu inflacyjnego może okazać się niemożliwe.