Reklama

Euro traci na atrakcyjności dla krajów regionu

WARSZAWA, 6 października (Reuters) - Bez względu na to, czy wynika to z problemów wewnętrznych, czy kryzysu instytucji Unii Europejskiej, wspólna waluta straciła na atrakcyjności dla przynajmniej kilku z 10 państw, które w ubiegłym roku wstąpiły do UE. Początkowo wszystkie nowe kraje członkowskie zapowiadały, że przyjmą euro nie później niż w 2010 roku.

Publikacja: 06.10.2005 15:42

Jednak perspektywa rozszerzenia strefy euro do 22 z obecnych 12 państw wydaje się być odleglejsza niż kiedykolwiek. Ekonomiści już teraz uważają, że najwięksi kandydaci nie przyjmą euro w tej dekadzie, bo albo nie są w stanie spełnić kryteriów obowiązujących w unii walutowej, albo nie widzą powodu by się spieszyć. "Wydaje się oczywiste, że największe z nowych krajów członkowskich nie mają zamiaru się spieszyć" - powiedział Daniel Gros, szef Centrum Studiów nad Polityką Europejską w Brukseli.

W ubiegłym tygodniu Węgry de facto porzuciły swój pierwotny plan przyjęcia euro, radykalnie korygując projekt deficytu budżetowego. W Polsce Prawo i Sprawiedliwość (PiS), partia która wygrała wybory parlamentarne zapowiada, że gospodarka będzie się przystosowywać do kryteriów obowiązujących w strefie euro, ale nie ma zamiaru podejmować wiążących decyzji podczas czteroletniej kadencji nowego rządu, co oznacza, że Polska nie przyjmie euro w tej dekadzie. Czechy przyznały, że założenie przyjęcia euro w 2009 roku było nierealistyczne i przesunęły ten termin o rok. Opozycja zastanawia się, czy i ta data nie jest zbyt wczesna.

Wyjątkiem jest Słowacja, która w przyszłym roku chce związać swoją koronę z euro w ramach systemu ERM-2 i podkreśla swoją determinację, by przyjąć wspólną walutę w 2009 roku. Jednak ostatni kryzys parlamentarny także i w tym kraju stawia przyszłość reform pod znakiem zapytania.

W kwartalnym sondażu Reutera w sierpniu większość analityków sądziła, że wszyscy nowi członkowie UE mogą przyjąć euro przed rokiem 2010. Teraz niektórzy uważają, że szanse na to mają jeszcze Polska i Czechy, ale inni są sceptyczni. "W przypadku Polski mówiliśmy przed wyborami o roku 2012, teraz skłaniamy się do 2013 lub 2014" - powiedział Olivier Weeks, ekonomista banku Morgan Stanley w Londynie. Według niego Czechy przyjmą euro w 2013, a Węgry nawet później.

Nawet najbardziej zaawansowane państwa bałtyckie, które weszły już do systemu ERM-2 i mają nadzieję przyjąć euro w roku 2007 lub 2008, ryzykują opóźnienie, ponieważ przy ich szybkim rozwoju gospodarczym zrealizowanie celu inflacyjnego może okazać się niemożliwe.

Reklama
Reklama

Dla większości nowych państw członkowskich główną przeszkodą jest rozdęty sektor publiczny i kosztowny, nieefektywny system opieki społecznej, które powodują, że krajom tym trudno jest osiągnąć obowiązujące w strefie euro kryterium deficytu budżetowego poniżej 3 procent PKB. Według ekonomistów dla małych, otwartych gospodarek Europy Środkowej rozsądna polityka budżetowa i euro byłyby znakomitym rozwiązaniem, ponieważ zwiększyłyby handel i inwestycje i uniezależniły te kraje od zawirowań na międzynarodowych rynkach finansowych.

Gdy jednak nadchodzą wybory, mówienie o euro i zaciskaniu pasa nie wydaje się być najlepszą metodą na ich wygranie, mówią analitycy. "Cykl polityczny okazał się silniejszy niż ludzie myśleli" - powiedział Reinhard Cluse, ekonomista banku UBS w Londynie.

"Rządy myślą, że mogą wygrać wybory poluzowując politykę budżetową, a nie próbując zaimponować wyborcom planami szybkiego przyjęcia euro" - dodał. W Polsce wybory parlamentarne odbyły się w zeszłym miesiącu, pierwsza tura prezydenckich zaplanowana jest na tę niedzielę. Węgry, Czechy i Słowację wybory czekają w przyszłym roku i obecnie rządzące koalicje rządowe w tych krajach przegrywają na razie w sondażach opinii publicznej.

Paradoksalnie sukces, jakim okazało się członkostwo w UE także spowodował, że przyjęcie euro stało się kwestią mniej palącą, uważają analitycy. Lokalne waluty są mocne, inflacja i stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie, a zagraniczne inwestycje płyną szerokim strumieniem. W tej sytuacji politycy mogą się zastanawiać, dlaczego mieliby sobie zaprzątać głowę wejściem do strefy euro. W ubiegłym tygodniu węgierski premier Ferenc Gyurcsany jasno dał do zrozumienia, jakie są jego priorytety. "Czy powinniśmy wstrzymać budowę autostrad tylko po to, by móc przyjąć euro w 2010 roku? Ja nie oddam ani metra autostrady" - mówił premier do członków swojej partii. Wcześniej Bruksela odrzuciła węgierską metodę księgowania idących w miliardy euro wydatków na autostrady, będące oczkiem w głowie obecnego rządu. Wymusiło to potężną korektę założeń deficytu budżetowego na rok 2005 i 2006.

Inne kraje nie są tak dosadne, ale również nie pozostawiają wątpliwości, że euro nie jest ich priorytetem. W Polsce rodząca się w bólach koalicja rządowa zapowiada obniżenie deficytu, ale ich uwaga koncentruje się na obniżeniu podatków, co budzi wątpliwości co do wiarygodności tych deklaracji.

W Pradze rządowy projekt budżetu na rok 2006 został skrytykowany przez bank centralny jako niewystarczająco ambitny do realizacji kalendarza przyjmowania euro. Według części komentatorów wejście do strefy euro nie jest popularną ideą również z powodu kiepskich wyników gospodarczych i cynizmu "starych" członków wobec unijnych instytucji po zawieszeniu rozmów o budżecie i upadku projektu konstytucyjnego. Gros mówi jednak, że nowe państwa nie powinny sugerować się kiepską kondycją największych państw, czyli Niemiec, Francji i Włoch, ale brać przykład z mniejszych krajów członkowskich, które zreformowały się i radzą sobie dobrze. "Większość polityków rozumie, że w dłuższej perspektywie trzyprocentowy deficyt to dobra rzecz. Pytanie czy są skłonni zapłacić za to cenę? Odpowiedź brzmi: nie" - powiedział Gros.

Reklama
Reklama

"Przypomina mi to doświadczenie Portugalii, która próbowała jednocześnie zjeść ciastko i mieć ciastko. Na końcu zawsze jednak trzeba zapłacić" - dodał.

Tomasz Janowski

((Redagował: Tomasz Krzyżanowski; [email protected]; Reuters Serwis Polski, tel. 22 6539700, RM: [email protected]))

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama