To kolejna wskazówka, że Fed chce w dalszym ciągu kontynuować strategię podnoszenia stóp procentowych. - Nie oczekuję, abyśmy doświadczyli poważnego wzrostu inflacji, ale to ważne, aby zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństw, jakie grożą gospodarce i na co musimy być szczególnie wyczuleni, aby utrzymać zrównoważony długoterminowy wzrost (gospodarczy) - mówił Thomas Hoenig, prezes oddziału Fed w Kansas City, podczas konferencji biznesowej w Casper w stanie Wyoming. Hoenig zwrócił uwagę, że ceny energii rosły w USA jeszcze przed uderzeniem huraganów Katrina i Rita. Jednym ze skutków obu kataklizmów będzie też wzrost cen takich towarów, jak stal czy cement. Proces odbudowy wymusi bowiem zwiększony popyt na materiały budowlane. Zdaniem Hoeniga, należy także zwrócić uwagę na spadający wskaźnik wzrostu wydajności pracy, który może mieć wpływ na wzrost napięć inflacyjnych. Obecnie znajduje się on na poziomie 2,5%, podczas gdy w minionych latach wahał się w granicach 4-5% rocznie.

Hoenig zasiada w Komitecie Otwartego Rynku Rezerwy Federalnej (FOMC), choć nie ma w nim prawa głosu. Jednak dwa dni wcześniej w podobnym tonie wypowiedział się prezes Fed w Filadelfii i zarazem pełnoprawny członek FOMC Anthony Santomero. Przemawiając w Williamsport w Pensylwanii zapowiedział kontynuację polityki podwyżek stóp do "neutralnego" poziomu. Jego zdanie podzielał także Richard Fisher, szef oddziału Rezerwy Federalnej w Dallas, który miał w minionym tygodniu wystąpienie w miejscowej izbie handlowej. Jego zdaniem, stopa inflacji znalazła się w "górnym przedziale strefy tolerancji Fed" i nic nie wskazuje na zmianę tego trendu.

Od połowy 2004 roku Rezerwa systematycznie podnosi stopy procentowe. W wyniku jedenastu podwyżek (wszystkie po 25 punktów bazowych) podstawowa stopa funduszy federalnych wzrosła z 1% do 3,75%.