Wsparcie w strefie 2200-2250 pkt wynika z kilku elementów. Dwie poprzednie korekty (z kwietnia i maja 2004 r. i marca-maja 2005 r.) w trwającej od wiosny 2003 r. hossy, licząc od szczytu miały po blisko 14%. Przy założeniu, że tym razem spadek nie będzie większy, dołka można upatrywać gdzieś w rejonie 2210 pkt. Jednocześnie nieco poniżej 2200 pkt znajduje się minimum z połowy sierpnia. Wraz z jego ustanowieniem rozpoczęła się euforyczna część fali wzrostowej, zapoczątkowanej w połowie maja tego roku. Zaraz potem znacząco podniosły się obroty, co wskazywało na zwiększającą się polaryzację opinii inwestorów co do perspektyw naszego rynku. WIG20 znalazł się w wyniku czwartkowej przeceny na poziomie, na którym pierwszy raz obroty spółkami z tego indeksu przekroczyły 1 mld zł. Teraz okazuje się, że ci, którzy we wrześniu tak ochoczo i w tak dużych ilościach kupowali papiery największych firm, mają problem, gdyż przestali na nich zarabiać. Prawdopodobnie duża część z nich (zwłaszcza ci, którzy włączyli się do gry na zasadzie owczego pędu) będzie chciała się ich pozbyć. Między innymi dlatego odbicie z początku tygodnia było tak słabe. Na wysokości 2350 pkt wypada 38,2-proc. zniesienie 4,5-miesięcznego ruchu zwyżkowego.
Kolejne sygnały sprzedaży
Dwie poprzednie korekty dobiegały końca, gdy notowania zbliżały się do 61,8-proc. zniesienia. Okazuje się więc, że w obecnej sytuacji nie ma możliwości, by wystąpiły obie cechy charakteryzujące zniżki z wiosny 2004 r. i 2005 r. Jeśli teraz spadek nie przekroczy 14%, to korekta zatrzyma się ponad 50-proc. zniesieniem. Natomiast gdy sprowadzi indeks w pobliże 61,8-proc. zniesienia, przecena okaże się silniejsza niż podczas wcześniejszych korekt hossy. Zdecydowanie bardziej korzystny z punktu widzenia możliwości kontynuowania rynku byka w długim okresie byłby pierwszy wariant. W drugim pojawią się obawy, że warszawska giełda wchodzi w fazę odreagowania całej hossy. W kolejnych miesiącach oznaczałoby to spadek w okolice 1800 pkt.
Pesymistyczne nastawienie do rynku potwierdzają kolejne sygnały sprzedaży. WIG20 znalazł się poniżej 45-sesyjnej średniej kroczącej, co stało się pierwszy raz od ponad 4 miesięcy. Histogram (różnica pomiędzy wskaźnikiem i średnią) dziennego MACD spadł poniżej dołków z wiosny 2004 r. oraz 2005 r. i osiągnął najniższy poziom od dwóch lat.
Tak nakreślone perspektywy korelują z sytuacją na amerykańskiej giełdzie. W odniesieniu do niej coraz więcej sygnałów wskazuje na to, że 2,5-letni okres dobrej koniunktury odchodzi do przeszłości. S&P 500 zniósł już dwie trzecie wiosenno-letniej zwyżki, podczas gdy w czasie poprzedniej korekty zatrzymał się na 50-proc. zniesieniu. Indeks znalazł się obecnie w newralgicznym miejscu. Dzienny MACD dotarł do dołków z ostatniego półtora roku. Dalszy spadek spowoduje, że oddali się od rocznej średniej znacznie bardziej niż w trzech ostatnich przypadkach. Przełamanie 61,8-proc. zniesienia ostatniej fali wzrostowej oznaczać zaś będzie, że można spodziewać się dotarcia przynajmniej do jej początku, czyli do 1137,5 pkt. Z tych spostrzeżeń wynika, że przekroczenie czwartkowego zamknięcia przez S&P 500 będzie generować silne sygnały sprzedaży.