Reklama

Hossa na platformy

Dwaj norwescy miliarderzy John Fredriksen i Kjell Inge Roekke na wyścigi budują jedne z największych platform wiertniczych na świecie. Ich pokłady będą miały rozmiary boiska piłkarskiego, a nogi mają wytrzymać napór 10-piętrowych fal na lodowatym Oceanie Arktycznym.

Publikacja: 17.10.2005 09:57

Działania obu miliarderów to najbardziej spektakularne symptomy finansowej gorączki, która ogarnęła w ostatnich tygodniach Oslo. Inwestorzy szukają środków na zbudowanie ponad 40 pływających platform, co może kosztować od 15 mld do 20 mld USD. Koniunkturę nakręcają rekordowe obecnie stawki za wynajem platform. Sięgają one 400 tys. USD dziennie za największe z nich. Wszystko dlatego, że przy tak wysokich cenach ropy czołowe spółki naftowe, takie jak BP, na coraz głębsze wody przesuwają poszukiwania nowych złóż ropy i gazu.

Największe z budowanych obecnie platform kosztują po 600 mln USD i niektórzy analitycy ostrzegają, że już niedługo nadmuchiwany z zapałem balon może pęknąć. - To przypomina sytuację w branży internetowej. Jesteśmy blisko punktu, w którym rynek wchodzi w fazę lekkomyślnych decyzji - mówi Kristoffer Stensrud, odpowiedzialny za inwestycje w zarządzającej aktywami firmie Stavanger Fondsforvaltning.

Na razie jednak spółki naftowe odczuwają brak platform wiertniczych, największy od ponad 20 lat. Sytuacja ta znacznie pogorszyła się po przejściu huraganów Katrina i Rita, które zniszczyły 24 platformy u wybrzeży Zatoki Meksykańskiej. Niedostatek platform jest tym bardziej dotkliwy, że rekordowe ceny ropy naftowej zachęcają koncerny do szukania i uruchamiania nowych złóż surowców energetycznych.

Pozagiełdowy rynek (OTC) w Oslo stał się centrum tego finansowego szaleństwa, bo obowiązują na nim łagodniejsze przepisy i jest tańszy od amerykańskiego. Poza tym Norwegia jest trzecim na świecie eksporterem ropy naftowej po Arabii Saudyjskiej i Rosji i trzecim po Luksemburgu i USA najbogatszym państwem na świecie. Jej najzamożniejszy obywatel John Fredriksen dorobił się fortuny na flocie tankowców, a teraz zwietrzył interes w platformach. W maju utworzył spółkę SeaDrill, która zamierza wejść do pierwszej piątki w tej branży na świecie. Ze sprzedaży akcji pozyskała 854,5 mln USD, a do 2008 r. chce na inwestycje w platformy przeznaczyć 1,16 mld USD. Obecnie należy do niej pięć platform, a siedem już zamówiła w stoczniach, z czego trzy to urządzenia pracujące w częściowym zanurzeniu przystosowane do wierceń na wodach o głębokości 3 tys. metrów. By przyspieszyć rozwój działalności, SeaDrill przeznaczyła 450 mln USD na akwizycje, kupując między innymi z tej branży jedną firmę norweską i jedną indonezyjską. Na razie koniunktura jest doskonała. Akcje SeaDrill od debiutu 30 maja zdrożały ponaddwukrotnie do 48,5 korony na OTC w Oslo.

Fredriksen stara się uniknąć powtórzenia błędów popełnionych w czasie poprzedniego boomu na platformy w 1997 r. Wprowadził wtedy na giełdę w Oslo spółkę Northern Offshore. Jednak wkrótce rynek załamał się, cena ropy spadła do 10,35 USD za baryłkę, a spółki naftowe przestały inwestować w sprzęt. Northern Offshore ogłosiła niewypłacalność.

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama