Ostatnie dni na amerykańskiej giełdzie przebiegają pod znakiem podwyższonej zmienności notowań. Wskaźnik ATR z 5 sesji osiągnął 16 pkt i już nieznacznie przekroczył szczyt z wiosny tego roku. Zbiegał się on z wcześniejszymi maksymalnymi wartościami, jakie przybierał w czasie hossy trwającej od marca 2003 r. Jeśli zatem dojdzie do wyraźnego przełamania przez ten wskaźnik poprzednich szczytów, otrzymamy kolejny argument za zmianą tendencji na spadkową. Otwierałoby to drogę do wykonania korekty całej hossy, a w bardziej pesymistycznym wariancie stałoby się początkiem kolejnej odsłony bessy. W pierwszym scenariuszu S&P 500 sięgnąłby okolic 1050 pkt, w drugim ruszyłby w stronę 777 pkt.

Z technicznego punktu widzenia, kluczowe będzie zachowanie MACD. W wersji dziennej znalazł się on na wysokości dołków ukształtowanych przez ostatnie półtora roku. W wersji tygodniowej, po utworzeniu podwójnej negatywnej dywergencji, będącej bardzo silnym ostrzeżeniem przed odwróceniem trendu, zbliża się do poziomu równowagi. Przełamanie przez te wskaźniki powyższych wsparć znacznie zwiększy prawdopodobieństwo realizacji pesymistycznych przewidywań.

Kłopoty z odbiciem ma niemiecki DAX. Pomimo wykreślenia w poniedziałek wysokiej białej świecy, która ma optymistyczny wydźwięk, wczoraj nie udało się kontynuować ruchu w górę. Notowania powtórnie odbiły się od luki bessy z 19 października (górna granica przy 4943 pkt). Ostatnie sesje można traktować jako ruch powrotny do linii łączącej dołki z sierpnia i września. Równocześnie spadek zatrzymał się na wsparciu w połowie białego korpusu z pierwszej sesji tygodnia (4870 pkt). Przekroczenie któregoś z powyższych poziomów powinno zadecydować o kierunku krótkoterminowego ruchu. Spadek poniżej 4870 pkt będzie zapowiadał dalszą przecenę. W jej wyniku indeks powinien dotrzeć przynajmniej w okolice 4400 pkt, gdzie zostały wyznaczone maksima w pierwszych miesiącach tego roku. Zamknięcie okna bessy stworzy możliwość ataku na ostatni szczyt przy 5138 pkt.