Spadki cen krajowych akcji i obligacji oraz wzrost kursów walut z ostatnich dwu dni powszechnie były przypisywane wyłącznie reakcji inwestorów na informację o załamaniu się rozmów na temat koalicji rządowej pomiędzy PiS a PO. Taka interpretacja stanowi jednak nadmierne uproszczenie, gdyż całkowicie abstrahuje od tego, co ostatnio działo się na europejskich rynkach kapitałowych. Tak się bowiem składa, że przykładowo niemieckie obligacje, które jeszcze 22 września ustanawiały kolejne minimum rentowności, w ciągu minionych 5 tygodni zanotowały największy od półtora roku spadek cen. W jego efekcie rentowności Bundów wzrosły do najwyższych poziomów od kwietnia tego roku. Krajowe obligacje zaczęły spadać również 22 września i wczoraj znalazły się na najwyższych poziomach rentowności od maja. Z analogiczną sytuacją mamy do czynienia na rynku akcji: obecny najsilniejszy od wiosny spadek cen akcji rozpoczął się na giełdach w Warszawie i Frankfurcie w odstępie 1 dnia (3-4 października), a na czwartkowej sesji zarówno WIG-20, jak i DAX znalazły się na poziomach z końca sierpnia (WIG20 w przeciwieństwie do DAX nie zdołał ustanowić nowego minimum). Z poprawką na różnice w "betach" poszczególnych rynków, zachowanie polskiego i europejskiego rynku było w ostatnich dniach trudno rozróżnialne. Albo więc bracia Kaczyńscy i polityka PiS stanowią ogólnoeuropejskie - albo wręcz globalne - zagrożenie, a brak polityków PO w rządzie RP to prawdziwie prawdziwy cios dla europejskich inwestorów, albo też wydarzenia na krajowej scenie politycznej nie mają większego znaczenia dla rynków finansowych, które również w minionym tygodniu jak zwykle oscylowały w rytmie globalnych trendów. Przy całym szacunku dla krajowych polityków i ich głębokiej wiary w swą moc sprawczą, znacznie bliższa prawdy jest oczywiście interpretacja druga. W każdym razie pierwsza lekcja, której obecnie udzielają rynki politykom PiS, którzy ostatnio wspominali coś o możliwości obniżenia stóp o kolejne 2 pkt proc, brzmi: "to my ustalamy wysokość stóp procentowych".