Inwestorzy na rynku akcji nie wytrzymali wczoraj presji, jaką od kilku dni wywierał na GPW rynek walutowy i rynek długu. Do tej pory polityczna niepewność była przez giełdę ignorowana, ale kolejne wypowiedzi nowej minister finansów i następna fala osłabienia złotego i obligacji to było już za wiele. Nie pomogły nawet bardzo dobre wyniki KGHM, która w innym układzie na rynkach mogłaby stać się na kilka sesji rynkowym liderem ciągnącym za sobą resztę spółek.
Ale nie dramatyzowałbym po tej sesji za bardzo. Po pierwsze chwila odpoczynku zdecydowanie nam się należała, a po drugie, porównywanie poniedziałkowych kursów do piątkowego zamknięcia jest trochę uproszczeniem. W piątek WIG20 na końcowym fixingu zyskał aż 10 pkt, co miało jedynie na celu wysokie zamknięcie tygodnia. Należy o tym pamiętać porównując też wczorajsze straty WIG20 do zachodnich parkietów. Kontrakty jednak mają swój tok myślenia i ich "prognoza" jest dość czytelna - jest źle i będzie jeszcze gorzej. Bo jakże inaczej czytać bazę dochodzącą do -65 pkt, gdy tylko pojawia się podaż na rynku akcji. Piątkowe -50 pkt po sztucznym fixingu wydawało się lekko przesadzoną wartością, ale okazuje się, że nastroje na rynku terminowym są faktycznie aż tak paskudne.
Jest to jeden z powodów, przez które niechętnie patrzę na południe. Polityka dalej w tym tygodniu będzie wisieć nad rynkiem do czasu głosowania nad wotum zaufania, ale silne emocje z tym związane zaraz opadną i inwestorzy będą musieli wrócić albo do korelacji z zachodnimi parkietami, albo do reagowania na spływające wyniki polskich spółek (czwartek PEO, poniedziałek PKN). Na razie oba czynniki są dla GPW korzystne. Pozostaje tylko kwestia odpowiedniego rynkowego nastroju. Ale to już tylko w rękach, a może bardziej językach, polityków.