Ministerstwo Finansów zorganizowało wczoraj aukcję obligacji 10-letnich. Oferta nie spotkała się z zainteresowaniem inwestorów, chociaż na sprzedaż wystawiono papiery tylko za 1 mld zł (na poprzedniej aukcji, w październiku, oferta wynosiła 1,8 mld zł). - Popyt był bardzo niski - komentuje Sebastian Włodarczyk, diler obligacji z Banku Handlowego. Inwestorzy zgłosili chęć zakupu papierów tylko za 1,6 mld zł (na październikowym przetargu 4,5 mld zł).
Resort sprzedał jednak całą oferowaną pulę przy średniej rentowności wynoszącej 5,235%. Co więcej, zorganizował aukcję dodatkową. - Myślę, że taka decyzja miała na celu poprawienie nastroju wśród inwestorów - mówi S. Włodarczyk. Z reguły, gdy przetarg główny wypada słabo, ministerstwo nie robi dogrywki. Ostatnio takich aukcji było niewiele. Na dodatek, pod koniec października MF odwołało przetarg zamiany obligacji z uwagi na złą sytuację na rynku.
Wygląda jednak na to, że tym razem resort odniósł pożądany skutek. Rano rentowność najpopularniejszych obligacji 5-letnich wynosiła 5,19%. Później wzrosła do 5,25%, a po aukcji zaczęła spadać. W efekcie pod koniec dnia wynosiła 5,15% i była niższa niż w porannym handlu. - To dosyć zaskakujące, biorąc pod uwagę kiepski popyt na przetargu - mówi diler z BH. Oferta dodatkowa wypadła jeszcze słabiej: na podaż o wartości 200 mln zł inwestorzy zareagowali popytem w kwocie niespełna 212 mln zł.
Pewnym wytłumaczeniem optymistycznej reakcji inwestorów na słabe wyniki przetargu może być informacja o problemach technicznych, jakie pojawiły się wczoraj przy składaniu zleceń na aukcji. Z tego powodu popyt mógł być nieco zaniżony. Informację o problemach technicznych potwierdziło MF.