Leszek Jarno, prezes JSW, ocenia, że skierowanie mniejszościowego pakietu na giełdę, przy zachowaniu przez państwo kontroli, ma ekonomiczny sens. Nie jest jednak konieczne z punktu widzenia potrzeb finansowych firmy. W najbliższych kilkunastu latach spółka będzie w stanie zrealizować niezbędne inwestycje o wartości 2,6 mld zł (w tym udostępnienie dwóch nowych pól wydobywczych) - i to bez kapitału z ewentualnej prywatyzacji. Tylko w tym roku JSW przeznaczyła na inwestycje ok. 650 mln zł, a plany na kolejne lata zakładają nakłady rzędu 500-600 mln zł rocznie. Firma, mimo spadku cen węgla koksującego w stosunku do rekordowego ubiegłego roku, spodziewa się w najbliższych latach stabilnych zysków, w wysokości kilkuset milionów złotych rocznie. W ubiegłym roku zysk JSW sięgnął ok. 1,5 mld zł. W tym roku wyniesie - według prezesa - ok. 700-750 mln zł; gdyby nie rezerwy i inne konieczne zapisy księgowe, byłoby to ok. 1 mld zł. Plan na przyszły rok mówi o ok. 400 mln zł.

Zgodnie z założeniami poprzedniego rządu, na giełdę miałoby trafić do 30% akcji producenta koksu. Podczas kampanii wyborczej politycy Prawa i Sprawiedliwości (PiS) zapowiadali wstrzymanie prywatyzacji spółek węglowych, traktując węgiel jako gwarancję bezpieczeństwa energetycznego Polski. - Prywatyzacja nie wyklucza kontroli państwa. PiS mówi o zachowaniu kontroli, a państwo ma wiele różnych instrumentów, aby oddziaływać na przemysł. Na pewno więc PiS będzie prowadzić prywatyzację, choć trudno na razie powiedzieć, w jakim zakresie - powiedział Tadeusz Wita, poseł PiS.

JSW to największy w Europie producent węgla koksującego. Skupia pięć kopalń, zatrudniających łącznie blisko 19,5 tys. osób.

PAP