Zgodnie z przewidywaniami praktycznie w ciągu 3 dni ceny kontraktów terminowych na indeks WIG20 znalazły się przy tegorocznym maksimum. Pozwoliłem sobie napisać, że stało się to w ciągu 3 sesji, bo zasadniczy wzrost miał miejsce 28 października oraz 2 i 17 listopada. Problem jednak w tym, że zwyżce towarzyszył niski obrót.

To z kolei skutkuje poważnymi obawami o powstanie na wykresie formacji podwójnego szczytu. Oczywiście, takie zagrożenie występuje zawsze wtedy kiedy dany walor testuje swój poprzedni wierzchołek. W tym przypadku jednak wielkość obrotu oraz fakt odwrotu tuż przed szczytem wyraźnie spadkową świecą (22.11) potęgują wszelkie obawy. Na korzyść byków przemawia za to fakt, że wtorkowa wyprzedaż powstrzymana została ponad średnią kroczącą z 15 sesji, a sam układ średnich od kilku dni znów jest typowy dla hossy.

Po czwartkowej sesji kontrakty na indeks nadal znajdują się pod linią trendu wzrostowego wyznaczaną przez dołki z maja, lipca i sierpnia. Jej znaczenie jako oporu wg mnie powoli maleje. Na razie pierwsza próba jej pokonania okazała się nieskuteczna.

Obserwując rynek trzeba obiektywnie zauważyć, że pomimo tego iż "rośnie", nie widać już takiej siły jak na przykład we wrześniu. Z pewnością swoje robią spółki paliwowe, ale to nie tylko ich "zasługa". W tym kontekście, szanse na trwałe przełamanie poziomu 2 548 pkt jest znikome. Z drugiej strony, póki ceny utrzymują się ponad średnią kroczącą ze 100 sesji trend długoterminowy jest niezagrożony. Odbicie od oporu oznaczać będzie, że w średnim terminie rynek poruszać się będzie w trendzie bocznym, czekając na impuls do zdecydowanego ruchu w jedną lub drugą stronę.