Spółki grupy PKP (Polskie Linie Kolejowe, LHS, SKM) władają ponad 95% krajowej infrastruktury kolejowej. W statystykach Urzędu Transportu Kolejowego ledwo widać niezależnych zarządców. Jest ich obecnie kilkunastu, z czego tylko pięciu udostępnia własną sieć obcym przewoźnikom. Wszyscy mają łącznie około 2 tys. km torów - głównie na terenie Górnego Śląska (często są to linie prowadzące do kopalni węgla czy piasku).
Dane te nie powinny zaskakiwać - na prywatne tory mało bowiem kogo stać. - Prywatni zarządcy muszą płacić podatek od nieruchomości - 2-proc. od wartości linii z budynkami rocznie. 1 km torów "wart" może być nawet 2-5 mln zł - mówi Piotr Kazimierowski, analityk rynku kolejowego w firmie Kolpio.
Tymczasem przepisy ustawy o podatkach i opłatach lokalnych stanowią, że budynki, urządzenia i grunty wykorzystywane "wyłącznie na potrzeby publicznego transportu kolejowego" są zwolnione z taksy od nieruchomości. Korzysta z tego PKP. Resort finansów uznał jednak, że prywatni zarządcy nie podlegają zwolnieniu. Wspomnianych pięciu z nich uważa, że jest to niesprawiedliwe, ponieważ oni także udostępniają infrastrukturę każdemu, kto się do nich zgłosi.
Spór o interpretację ustawy może mieć kolosalne znaczenie także dla strategii państwowego przewoźnika. - PLK planuje pozbycie się 6 tys. km niepotrzebnych linii, oddając je np. samorządom czy podmiotom prywatnym. Kto je weźmie, kiedy będzie trzeba odprowadzać tak duży podatek? - pyta P. Kazimierowski.
Zarządcy torów niezależni od PKP*