Trudno jest komentować rynek, kiedy obrót do godziny 16 wynosi 350 mln i jednocześnie indeks bije historyczne rekordy. Taki mamy dziwny koniec tego roku. WIG20 na zamknięciu nieznacznie, trzema punktami, pokonał niedawny szczyt. Maksymalna wartość w czasie sesji wyniosła 2614 i była niższa od tej z czwartku o 6 punktów.

To, co się stało w piątek, pokazało tak naprawdę słabość niedźwiedzi, a właściwie ich całkowity brak. Gotówka rzucona w ostatniej godzinie notowań w celu wyciągnięcia średniej wartości indeksu i uzyskania w ten sposób atrakcyjnej ceny rozliczeniowej dla wygasających kontraktów spowodowała przeczyszczenie półek cenowych. Raz zebrana z rynku podaż nie odnowiła się. Dlatego wykres indeksu w układzie minutowym, po wykonaniu schodka w górę w piątek, kontynuował w poniedziałek ruch na tym samym poziomie. Delikatnie falował kilka godzin w oczekiwaniu na pojawienie się podaży. Lecz niedźwiedź nie obudził się. W czasie ostatnich dwóch godzin bez wysiłku, bez szczególnego wzrostu obrotów, rynek skierował się na północ. Dopiero na samym zamknięciu sprzedający rzucili trochę akcji i indeks spadł o kilka punktów.

Patrząc na spółki, nie wygląda to już tak różowo. Wzrostotwórcze papiery to: KGHM +1,5% (21 mln obrotu), Prokom +3,73% (14 mln), TP +0,85% (28 mln) i wreszcie BZ WBK +3,66% (tylko 3,6 mln)! Te papiery w sumie dają 66 mln, gdy tylko na Orlenie (-1,9%) mamy 168 mln! Gdyby zważyć te zmiany cenowe wolumenem obrotu, mielibyśmy spadek, i to znaczny! Więc patrząc z punktu widzenia aktywności, sesja miała charakter podażowy.

Te dwa spojrzenia na rynek są bardzo od siebie różne, choć oba są prawdziwe. Wyjątek Orlenu nie przeczy regule, że na szerokim rynku niedźwiedzia nie ma. Niedźwiedź będzie raczej mocno spał do końca roku, a może i dalej, bo efekt stycznia to nic innego jak efekt zamykania bilansów rocznych wielu funduszy zagranicznych. Pamiętajmy, że od poniedziałku w indeksie znalazła się nowa spółka - PGNiG, która w przeciwieństwie do większości znajduje się daleko od swoich maksimów.